U.S. GIRLS – Half Free (4AD/Sonic)

Mały remanent z ubiegłego roku. Płyta „Half Free” U.S. Girls przeleżała sobie na półeczce czas jakiś i dopiero niedawno postanowiłem sprawdzić cóż to takiego. Bardzo lubię miłe rozczarowania, bo choć okładka sugerowała kolejną, pseudo soulową smutaskę z akustyczną gitarą albo fortepianem, dostałem pełnokrwisty album w bardzo różnych odcieniach. A przede wszystkim – materiał, który jest wymagający i raczej nie wszystkim do gustu przypadnie.

Meg Remy nie jest debiutantką – ma na koncie parę płyt, na których skutecznie rozwija swoją koncepcję muzyki popularnej. Najnowsze dzieło jest przykładem, jak można uniknąć wpadki, wynikającej z prostej kalkulacji: mam dobry głos, i to wystarcza, by zachwycić publikę. Może i tak, ale w ostatnich czasach coraz bardziej drażnią mnie samozwańczy songwriterzy, którym wydaje się, że mają aż tyle do powiedzenia, że styka im własna charyzma.  Meg rzeczoną charyzmę posiada niewątpliwie, ale ma też świadomość, że na samym głosie daleko nie zajedzie, dlatego stawia na mocny brzmieniowy eksperyment, w którym popisom wokalnym towarzyszy solidnie rozbudowana i przemyślana warstwa muzyczna. Skonstruowana głównie z brzmień syntetycznych, ale na tyle zróżnicowanych i szorstkich, że uznaję „Half Free” za całkiem znaczące wydarzenie.

Generalnie muzykę z „Half Free” można wrzucić do szufladki z napisem „pop”. Ale jeśli ktoś myśli, że to pop w stylu wylewającego się z vivy gówna, mocno się zdziwi. To pop, który zainfekowany jest psychodelią, maszynowymi, chrzęszczącymi bitami i szorstką elektroniką, która w tych bardziej rozjechanych momentach ociera się nawet o noise, szczególnie, kiedy pojawia się też przesterowana gitara („Sed Knife”). Miejscami robi się bardzo zimno (rewelacyjny „New Age Thriller”), gdzieś tam przemknie duch gotyku. Ciekawe, czy stajnia 4AD podpisała z Meg papiery, ze względu na pewne podobieństwo do Cocteau Twins. Oczywiście, w wydaniu U.S. Girls jest to Cocteau Twins pancerny, mocno zły i szorstki. Tak, to ostatnie słowo najlepiej oddaje muzycznego ducha tej płyty. Meg składa swoją muzykę z pozornie znanych kawałków, ale po odpowiednim przesterowaniu (przybrudzeniu…) i podkreśleniu (przerysowaniu…) rytmiki jawi się wręcz niczym twór lekko rebeliancki. A już na pewno zadziorny i wymykający się klasyfikacjom. Na tym tle szczególnie błyszczą popisy wokalne – bardzo emocjonalne, bo też i teksty do błahych nie należą. Dobra, nowoczesna muzyka do wielokrotnego użytku.

Arek Lerch

Pięć