U.S. CHRISTMAS – Run Thick In The Night (Neurot Rec.)

Piąty album amerykańskiej formacji przenosi nas w rejony ośnieżonych Appalachów, bezkresnych przestrzeni i wszechogarniającej nocy. Witamy w krainie bluesa, smutku i transu.

Nie znam na wyrywki dyskografii tej amerykańskiej formacji, wiem za to, że najnowsza płyta to kawał solidnej i miejscami porywającej muzyki.  Jeśli tylko takie nostalgiczne  i melancholijne granie porywać może. Zresztą, wytwórnia Neurot Records mówi sama za siebie. U.S. Christmas powinni otrzeć wszystkim łzy płynące po śmierci ISIS. W muzyce zespołu jest jakaś tajemnica, która nie pozwala oderwać od ich muzyki ucha. Zamykam oczy i mam wrażenie, że zaraz znajdę się na innej półkuli. Dominuje tu potężny, napędzany suchymi bębnami trans, który nie odpuszcza ani na chwilę. Chyba, że bierzemy pod uwagę bluesowe przerywniki w postaci akustycznych „Fire Is Sleeping” czy „The Leonids”. Miejscami granie staje sie niemal przebojowe, tak jak w „Wolf  On Anareta”. Jednak to tylko dodatkowe smaczki w morzu smutnych, rozciągniętych i dość ponurych dźwięków. Prostymi środkami, oszczędnie kładzione frazy zapadają w mózg, stanowiąc substytut morfinowego uzależnienia. Wszystko zwalnia i robi się mgliście, niemal elegijnie. Płaczliwe akcenty w postaci skrzypiec, szumy i psychodeliczne rozedrganie dodają muzyce dramaturgii. A także, co może dziwić, ujawniają duży szacunek do amerykańskiej tradycji, która odbija się w muzyce U.S. Christmas jak w krzywym zwierciadle. Poszczególne kompozycje, harmonie i sposób gry wyraźnie zdradzają dużą znajomość klasyki amerykańskiego blues rocka, tyle, że w przypadku omawianego zespołu wszystko przefiltrowane jest przez stonerowo – sludgeowe podejście do muzyki.  Najbliżej dosłownie rozumianej tradycji są utwory w rodzaju „Ephraim In The Stars”, który to kawałek nieodparcie kojarzy mi się z „Burning World” SWANS. Podobnie jak wielcy piewcy Industrialu nawróceni na muzyczną historię swoich przodków, tak i U.S. Christmas wydają się bezkrytycznie czerpać ze skarbnicy rozwiązań charakterystycznych dla południa Ameryki, starych bluesmanów, zastępując ich gorycz zadumą, zwielokrotnioną przez senną, zamroczoną atmosferę płyty. Podobne zabiegi znaleźć możemy też u Nicka Cave’a, z tym, że U.S. Christmas stawiają raczej na dość skromne instrumentarium. Nie jest to krążek na każdą okazję, jednak w kontekście zbliżającej się, zimowej martwicy, może być doskonałym dodatkiem do grzanego wina i kobiety przy boku.  Mocna, frapująca pozycja coraz obfitszym katalogu Neurot Records.

Arek Lerch 5