TURNIP FARM – Chase Chagrin Away (One Album Records)

W muzyce cieszy mnie przede wszystkim brak premedytacji i głębokie przeświadczenie o słuszności działań. Wołowski Turnip Farm wpasowuje się w taką teorię śpiewająco. Chłopaki grają dokładnie to co im siedzi w serduchach, a nagrywają, kiedy mają ochotę i chcą coś światu oznajmić. Właśnie nadszedł czas na kolejne objawienie, czyli trzecią płytę. Płytę, która w zasadzie miała nie powstać. Płytę, na którą czekało może kilka osób i bez której świat nie okryłby się żałobą. Dlatego tak się cieszę, że wreszcie powstała…

Na debiucie grali szorstko i mocno, The Great Division to z kolei był czas eksperymentu, na najnowszej płycie przyszedł zatem dobry moment na melodię i piosenki. Dla wielu te dwa słowa są dość podejrzane, spieszę zatem donieść, że chociaż Turnip Farm faktycznie brzmi bardziej przyjaźnie, nie stracił swojego ducha i uwielbienia do lat 90-tych. Które przecież wszyscy kochamy, prawda?

Żeby od razu potwierdzić powyższy fakt, przechodzimy do zaraźliwego refrenu „Broken Promises”; przerwa w działalności i obecność Piotrka znanego z Karate Free Stylers, wyraźnie wpłynęły na charakter płyty. Słychać też, że dopuszczono do głosu innego mistrza songwritingu – niejakiego Petera J Bircha, w Turnip Farm występującego pod swojskim mianem Piotr Brzeziński. Tym razem nie tylko stuka on w bębenek, ale komponuje i wyraźnie odciska swoje piętno na lirycznej stronie „Chase Chagrin Away”. Niespodzianek jest więcej – akustyczny, faszerowany pod koniec pomrukującym przesterem „Today’s”, przepięknie nostalgiczny, transowy „The Best Dates of my Life” z uroczą deklamacją Moriah Woods z The Feral Trees czy wreszcie zaskakujący kower „Feels Like Heaven” Fiction Factory. A między tym znakomite, alternatywne i zgrzytające przesterowaną gitarą piosenki „Old Style Lifestyle” (na dzień dzisiejszy – mój ulubiony song) czy „Tars, Shrouds and Heavens”. Ta krótka w sumie płyta zawiera sam konkret, bez zbędnych dźwięków. Uproszczenie formy, wyeksponowanie melodyki owocują doskonale skonstruowanymi, pulsującymi pieśniami. Bezpretensjonalna muza, żadnych pretensji do świata, spokój i równowaga. W wywiadzie sugerowałem, że zespół zaciąga kredyt u Dinosaur Jr, ale w zasadzie melancholijny charakter tych dźwięków, słodka zgrzytliwość sugerują, że Turnip Farm zaciąga kredyt, ale u całej, złotej dekady alternatywnego rocka. Czy to źle?tf promo 3  fot. Natalia Wejmann

Trudno szukać tu oryginalności, rewolucyjnych rozwiązań, bo Turnip Farm nigdy nie pretendował do miana zbawców alternatywy. Jak we wstępie – zero premedytacji i przeświadczenie o celowości działań. Każda sekunda zaświadcza, że nikt tu niczego nie udaje. Skoro nagrali płytę, znaczy – chcieli ją nagrać i wierzą w każdą jej sekundę. Muzyka koi moje nerwy i choć nie posuwa niczego do przodu, zwyczajnie mnie uszczęśliwia. No i czego chcieć więcej?

Arek Lerch

Zdjęcie: Natalia Wejmann

Sześć