TUMØR – Tumør (Trzy Szóstki)

Krótka płytka, krótka zajawka. Tumør pojawił się  dzięki Trzem Szóstkom (szacun…) i choć z racji małej promocji może nie namieszać na rynku (a co dzisiaj może?), mam wrażenie, że jest to płyta pokazująca gdzie jest przyszłość gadanej muzyki. Tumør robi raka mózgu na 100%.

Co zwraca moją uwagę w temacie hip-hopu? Zajawka. Coś, czego każdy gadacz, niestety, nie ma. Ilość hip-hopowych produkcji jest ogromna, można wręcz powiedzieć, że jak to nawijał Oskar, mamy nadprodukcję, i choć trzustka na razie wytrzymuje, to z tego stadka wybieram rzeczy, które odstają od tłumu. Tumør odstaje. Przede wszystkim, za sprawą oprawy, bitów, sampli i całego tego zgiełku, który powoduje, że nawet bez nawijki mamy do czynienia z ciekawą muzyką (i równie ciekawą okładką autorstwa Jana Chojnowskiego). Podobnie mam z Synami, choć to zupełnie inny trop. Sample, jakie produkuje Tumor to mistrzowskie i całkiem oryginalne połączenie nojzu, dronów, techno i ambienów spięte rytmiczną klamrą i psychodelicznym posmakiem. Bardzo dobre wrażenie robią proporcje – podkłady nie są tłem dla nawijki (być może jedynie „XYK” zachowuje tradycyjne relacje między słowem i muzyką); wręcz przeciwnie, czasami wokal pojawia się na drugim planie, oddając pole muzyce i uzupełniając ją o dodatkowy hałas.Tumor

Na szczęście, nie ma mowy o próbie zatuszowania braku pomysłów, bo kiedy już X dojdzie do głosu, sypie wersami nie dość, że dobrze ułożonymi, to z dużym sensem i jakąś myślą przewodnią. Nie chcę analizować ich kontekstu, bo w hip – hopie staram się jednak odbierać słowa jako artystyczną stylizację niż dosłowny komentarz i płytka Tumøra taka właśnie jest – niejednoznaczna, umiarkowanie wulgarna, ze słowami czujnie współpracującymi z podkładami, serwującymi przemyślenia świadczące o inteligencji duetu XZ. W zasadzie jedyne czego mi brakuje to co najmniej pięciu kolejnych numerów. Dostajemy tylko sześć kompozycji, które wskazują wyraźnie, że z takim potencjałem długograj mógłby przemodelować pierwszą ligę tegorocznego szczekactwa nad Wisłą. Może się mylę, może nie, w każdym razie, zapisuję w kajecie nazwę i czekam niecierpliwie na więcej.

Arek Lerch 

Cztery