TT – Brud. Smród. Ubóstwo. (Ataman Production)

Ostatnie tygodnie to mały wysyp bardzo ciekawych produkcji, o których – jeśli nie wydarzy się żaden kataklizm – będę sukcesywnie pisał na łamach Violence. Na początek muszę podzielić się z wami odczuciami w temacie kolejnego dzieła zespołu, który promuję z uporem maniaka. Po wydanym wiosną tego roku albumie „Rzeczpospolita Czartowska” Ataman zgodnie z zapowiedzią kończy trylogię płytą o jakże wymownym (i trafnym) tytule „Brud. Smród. Ubóstwo.” Materiał ten to czysta esencja stylu jaki do tej pory wypracował TT, pełna brudu i dziwactw muzyczna, uzależniająca mozaika.

Nowe dzieło TT to płyta, której najbliżej jest do swojej jakże zacnej poprzedniczki. Nie chciałbym w tym miejscu sugerować kontekstu, w jakim należy umiejscowić ten materiał, ale nic na to nie poradzę, że jawi mi się jako właśnie rozwinięcie i dopełnienie „Rzeczpospolitej”. TT to nadal ten sam cholernie nieprzystępny i odpychający twór, który bez najmniejszych skrupułów pławi się w muzyce chaotycznej, trudnej i poplątanej. Muzyce, która ma w sobie elementy wielu gatunków, ale z żadnym z nich nie brata się tak mocno by jednym słowem dało się w pełni opisać to, co usłyszymy na drugiej już w tym roku płycie TT. A usłyszymy i dużo i mało…

Już pierwszy, otwierający materiał numer „Anioły wyklęte” uderza subtelnie niczym pięciokilogramowy młot. Utwór przytłacza ciężarem bardzo specyficznego brzmienia, natrętnie nawiązując do black metalu, stara się zgubić uwagę słuchacza w ciągle zapętlających się riffach a jednocześnie gdzieś na drugim planie jest to kompozycja chwytliwa, która mimo, że odpychająca, wyczuwalnie pulsuje niemal namacalnym rytmem. W pewnym sensie jest to wyznacznik całego albumu, który rozgrywał się będzie na kilku płaszczyznach. Od chaosu po black metal. Od brudnego lo-fi po melodię. Od dzikiej furii po śpiew. Właściwie cała płyta to jeden ciąg chaotycznych riffów, krótkich wybuchów agresji i nieustannie lejącego się z głośników syfiastego brzmienia. „Brud. Smród. Ubóstwo.” to także materiał pełen kontrastów lecz jako całość jest muzycznie bardzo spójny i interesujący. Owszem, Ataman nie stworzył płyty łatwej w odbiorze a dzieło wręcz boleśnie trudne, tyle, że zasłuchując się w poprzednich wydawnictwach TT właśnie takiej płyty oczekiwałem. Jak dla mnie „Brud. Smród. Ubóstwo.” zamyka cykl zapoczątkowany na „Corona Regni…” wręcz idealnie. Zarówno na płaszczyźnie pokręconych artystycznym artretyzmem dźwięków jak i dziwnych, quasi poetyckich tekstów.

Mimo, że płyta ta może być równie dobrze dziełem zaplanowanym od A do Z co chaotyczną improwizacją i tak uważam „Brud. Smród…” za rzecz godną uwagi. Ataman ciągle w artystycznej formie, która dostępna jest niewielu…

Wiesław Czajkowski

Pięć