TRYP – Kochanówka (Qulturap/Rockers)

Nagranie w dzisiejszych czasach płyty niebezpiecznej, budzącej przerażenie jest prawie niemożliwe. Prawie? Bo udała się ta niełatwa sztuka formacji Tryp, sygnującej krążek „Kochanówka”. W sumie, trudno się dziwić, bo muzycy to ambitni, znani z takich grup jak Cool Kids of  Death, 19 Wiosen czy Agressiva 69. Kto odważy się przekroczyć bramy totalnego szaleństwa ukrytego w niepozornej, niebieskiej kopercie, zrozumie, że to ślepa uliczka. A przecież znak z okładki wyraźnie ostrzegał…

Muzyka to naturalne rozwinięcie zawartych we wkładce, przerażających opisów likwidacji przez okupantów w 1940 roku szpitala psychiatrycznego na  Kochanówce. Wytrąceni z równowagi relacjami świadków bestialskiego mordowania pacjentów w samochodach – komorach gazowych,  nie mamy już szans w starciu z muzyką. Nie ma mowy o ścianie dźwięku, nie ma grama metalu. Jest za to przytłaczający, elektro – industrialny łomot, który pompuje w mózg kolejne bity strachu, dezorientacji i szaleństwa. Bo trudno nazwać tę muzykę przyjazną. Tu nie ma miejsca na łatwe, wpadające w ucho dźwięki. Ba, w pierwszym odruchu miałem ochotę przerwać seans zanim się zakończy, co byłoby strasznym błędem, bo zamykająca płytę, krótka, czteroczęściowa mini horror – suita „Jedyna Symfonia” to apoteoza kakofonii, hałasu i awangardy w najczystszej postaci. Idealne zakończenie. Wcześniej zawładną nami transowe rytmy wprawiające w odrętwienie, napakowane samplami, imitującymi wszystkie możliwe dźwięki. Czasami, gdzieś pojawi się namiastka gitary („Ślepa Ulica”), wszędzie mamy kupę industrialnych zgrzytów o  bliżej nieokreślonym charakterze, mających jedno zadanie – przestraszyć i zdezorientować. Jest zima („Freezpol”), są eksperymenty, nasuwające skojarzenia z poszukiwaniami Faust („Naprawdę”). Jednak autentyczny mrok czeka nas w „Uwaga! Człowiek!”, gdzie wokalnej, nerwowej melodeklamacji towarzyszą jedynie wycofane w tło szumy, zgrzyty i trzaski.

Jeśli gdzieś rozgrywa się apokalipsa, ta płyta może stanowić doskonały podkład dźwiękowy. Zespół z premedytacją deformuje perkusyjne bicia, denerwująco przetwarzając każdy dźwięk tak, by trudno było go określić, przesuwa granice wytrzymałości słuchacza, wprowadzając chaos pomiędzy niby – uporządkowane struktury, nie informując wprost, co jest wydobywane z instrumentów, a co stworzył komputer. Do tego dochodzą absolutnie abstrakcyjne, niemal dadaistyczne miejscami teksty, których  interpretacji nie mam zamiaru się podejmować. W każdym razie wspaniale uzupełniają iście schizofreniczną muzykę. Ta płyta jest tak trudna i wymagająca w kontakcie, że nie śmiem ani przez chwilę nazwać jej muzyką rozrywkową. Nie nadaje się też na podkład banalnych, codziennych czynności życiowych. A tak trudno przejść obok niej obojętnie…

Dzisiaj , kiedy już trochę się z nią oswoiłem, do każdego przesłuchania podchodzę z dużym namaszczeniem, odkładam wszystko na bok, siadam i zamykam oczy. A po seansie nadal nic nie rozumiem. Jeśli przyjąć kanony industrialnego rocka, to „Kochanówka” jest wizjonerstwem, awangardą i  absolutnym oczyszczeniem. Powstające na przecięciu pasywnej elektroniki i muzyki konkretnej utwory to w gruncie rzeczy słowno – muzyczny performance, który doskonale sprawdziłby się na deskach jakiegoś pokręconego teatru. Zresztą, coraz bardziej przekonuję się, że w połączeniu z obrazem ta płyta mogłaby zostać zupełnie inaczej odebrana. A może nawet  lepiej zrozumiana? W kategorii odwagi i pomysłowości muzycy dostają pełną „szóstkę”, jednak nie podejmuję się ostatecznie wycenić tego wydawnictwa. Tu chyba bardziej przydałby się głos psychiatry, niż mój…

Arek Lerch