TRIOSPHERE – The Heart of The Matter (AFM Records)

„Kto powiedział, że jesień jest smutna? (…) Ja nie!” – krzepi serca hit przedszkolaków. „Skóra kasztana” i „roztargniona malarka” przynoszą pocieszenie, roztaczając wizję bliską „myślę, że nie stało się nic”. A przecież to koniec, przecież nic nas nie uratuje. Sytuację zastaje i jeszcze pogarsza wyczekiwany przeze mnie od trzech lat nowy album power metalowej formacji Triosphere. Jest bez szans. Właśnie zaczął padać zimny deszcz.

„W maju, w tramwaju” uznałbym może, że „The Heart of The Matter” stanowi udane rozwinięcie wątków z poprzedniego, doskonałego albumu „A Road Less Travelled”; w listopadzie jednak brak złapania takiego malkontenta jak ja za kudły karany jest „twórczą stagnacją” i „spadkiem formy”. Żwawy heavy power spod znaku Dokken i całego tałatajstwa z natapirowanych lat ’80, uzupełniony mocarnym śpiewem Idy Haukland, której kompas wycelowano na Bonnie Tyler i Stevie Nicks, nadal nie bierze jeńców; niszczy ich kwatery potężnym, zachrypniętym głosem, rozstrzeliwuje wielkimi emocjami. Niestety, słuchając nowego albumu Norwegów stwierdzam jedynie upływ czasu, który obszedł się z zespołem zupełnie nijako.

Miejscami gra on trochę szybciej i agresywniej, przez co głos Idy nie może nabrać rozpędu, a nam nie daje się czasu na podziwianie nabierania jego prędkości. Jeżeli pojawiają się uniesienia, postępują one zbyt szybko, a ich emocjonalna amplituda nie jest tak wyraźna jak niegdyś. Mniej tu podniosłych refrenów, które urzekają piękną melodią. Jeżeli bywają, to oferują wzniosłość w stylu Dio, przemawiającą do nas z pozycji siły, choć jak na ironię, głos Idy stępiono, wygładzono.Trio Band

Próbując zrozumieć co się stało, dochodzę do wniosku, że to albo jesień albo brak wyjątkowo dobrych kompozycji. „Human Condition” czy „Marionette” swoją dramaturgią obdzierały ze skóry, a chrypa Haukland ścierała pozostałość na papkę. Muzyka wydawała się wtedy większa niż wszystko, co chciało się z nią zestawić. Może szczyt wykonawczy i twórczy Triosphere objawił się właśnie na wysokości poprzedniej płyty? Możliwe też, że za wrażenie większej miękkości i mniejszej świeżości nowego albumu odpowiada bardziej nowoczesna produkcja ze zredukowanymi pogłosem i wysokimi tonami (płytę ponownie wyprodukował duet Haukland-Bergensenn).

Tytułowa materia wyzbyła się serca. Niech zatem umiera, nie okażę łaski, nie dzisiaj. Wytarzać ją jeszcze w smole i pierzu, za „skórę kasztana”. Tyle zrobić mogę.

Kuba Kolan

Trzy