TRILLION RED – Metaphere (ClawHammer PR)

Nie jestem do końca pewien, czy Violence jest odpowiednim miejscem by prezentować twórczość projektu Trillion Red, ale zastanawiając się nad tym, musiałem sam siebie zapytać co znaczy termin „muzyka ekstremalna”. Czy ekstrema to tylko blasty, wgniatające w fotel breakdawn’y i growling? Dzięki „Metaphere” bardzo szybko możecie przekonać się, że na to pytanie nie ma jedynie słusznej odpowiedzi…

Ekstrema wcale nie musi oznaczać zwierzęcej brutalności przekutej w dźwięki. Równie niszczący i bezkompromisowy może być klimat, równie skutecznie obezwładniać może atmosfera. Szczególnie w przypadku muzyki takiej jak ta, którą tworzy Trillion Red. Muzyki zamkniętej w pokoju bez klamek, naprutej do bólu środkami psychoaktywnymi, muzyki obłąkanej, dziwnej, chorej… Mógłym po prostu napisać, że jest to granie, które ma dużo wspólnego ze spokojniejszymi partiami Opeth czy może bardziej przekrojowo z twórczością Alternative 4, ale tego nie zrobię, gdyż było by to swoistą drogą na skróty. Muzyka wypełniająca „Metaphere” oparta jest głównie na elektronice, industrialno-ambientowe plamy są tutaj elementem zdecydowanie przeważającym a pojawiające się co jakiś czas gitarowe akordy traktować należy jak przyprawę – składnik, którego niewielka ilość wpływa na ostateczny smak dania. Gitara i wyłaniający się czasem z ciemności bas nadają tej płycie trochę więcej wyrazistości. „Metaphere” jest jak listopadowa, zimna mgła – powoduje depresję a w najlepszym wypadku spowija całunem lepkiego smutku, pajęczyną samotności, przed którą nie ma ucieczki…

Trudno jest ocenić i nazwać tak specyficzne dźwięki jak te proponowane przez Trillion Red, tą dziwną, psychotyczną podróż w rejony, których lepiej nie odwiedzać samemu…

Wiesław Czajkowski