TREPALIUM – Damballa’s VooDoo Doll (Season of Mist)

Był czas kiedy Trepalium obok Gojira, Dagoba, Eths i Hacride było jednym z najciekawszych nowych, death metalowych zespołów na rynku. Co prawda, mówię o momencie, kiedy mieli już „coś” nagrane i poszukiwali złotego środka pomiędzy mechanicznym, groove’ującym death metalem, a jego progresywną, połamaną odsłoną – przez co byli bez własnej tożsamości – ale jednak. Po paru latach udało im się wypracować solidną markę i rozważnie działają na własnym rynku. Europa na ich modły o sukces odpowiadała raz z aprobatą, innym razem, dając po łapach. Po piętnastu latach aktywności, przyszedł moment na restart…

Obecnie francuska horda próbuje sprawdzić się na nowym, dość dziwacznym polu. Panowie mówią o sobie jako o formacji, która gra swing metal… Patrząc na ostatnie klipy grupy, to skojarzenie jest słuszne. W samej muzyce też dzieje się sporo i to z charakterystycznym groove, ale czy jest to pomysł na sukces? Niekoniecznie. Metalowe Parov Stelar, w dodatku z niemal deathcore’owym gardłem frontmana Trepalium to nie jest odpowiedź na bieżące potrzeby metalheads.

Jedno jednak pozostało bez zmian. Kręgosłup rytmiczny Trepalium bez dwóch zdań należy do najlepszych w Europie. Sylvain Bouvier odpowiedzialny za walenie w beczki w agresywnych momentach przypomina o death metalowych korzeniach zespołu. Kiedy jednak do akcji włącza się swing – przypakowany perkusista wykazuje się ogromną kreatywnością – chyba większą niźli sami gitarzyści, którzy tak skrzętnie próbują wnieść do metalu nową jakość.Trepalium band

Niestety, od takiego zespołu oczekuję czegoś, co zmusi mnie do zbierania zębów z podłogi. Wyziewu, pierdolnięcia i ataku na małżowiny uszne w sposób nieoczywisty. Babranie się w swingowym sosie może jest ciekawe i na pewno panowie to „czują”, ale słuchacze, przyzwyczajeni do połamanych rytmów i rozpędzonych bębnów, nie rzadko atakujących blastem zmienianym co kilka sekund na inny, ten krok naprzód uznają za regres. W obrębie stylistyki, którą przez lata udało im się wypracować, pozostało sporo miejsca do zagospodarowania nowymi, ciekawymi rozwiązaniami i to bez wykorzystywania trąbek i saksofonu.

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy