TRELLEBORG – Lands of Njord (Stygian Crypt)

Nie umiem przekonać się do teatralnej propozycji piotrogrodzkiego Trelleborg. W którymś miejscu czuję się oszukany, bo niby powinno być pogańsko i bezkompromisowo, stopa powinna bezwiednie wystukiwać bezczelnie skoczne rytmy, a gardło wtórować wikińskim hymnom ku chwale mieszkańców Walhalli.

Jednym słowem, powinniśmy czekać na Ragnarok, a ‚Land of Njord’ usiłuje bawić nas średniej jakości skocznymi piosneczkami, które momentami zdradzają fascynację wczesnym Satyricon lub podniosłym performensem spod znaku Bal-Sagoth. Trelleborg ma jednak wyraźny problem ze swoją tożsamością, bo mimo ledwie widocznych inspiracji muzyką Norwegów (‚Gunbjorn’) czy brytyjskich oryginałów (‚Against the Winds’) ładują się w buty kapeli, która najchętniej nagrywałaby pod szyldem Folkearth. Problem w tym, że międzynarodowe towarzystwo przynajmniej próbuje podskórnie przemycić pierwiastek skandynawskiego puryzmu, a na ‚Lands of Njord’ wychodzi wschodni pierwiastek zespołu. Nie byłby to zarzut, gdyby takie chociażby ‚Metsanhumppa’ czy ‚Spellful Cup’ nawiązywały do Alkonost czy rosyjskiej Arkony, ale tu mamy do czynienia z remizowym, wybitnie jarmarcznym przedstawieniem gatunku. Zwieńczeniem cepelii jest zaś finał ‚Sudden Arise’, który zabiera nas gdzieś w rejony Karaibów i metalicznych dźwięków ukulele. No, kurwa – albo północ, albo wschód, albo Johny Depp biegający po pokładzie statku w nie pierwszej świeżości nakryciu głowy. Gdzieś między progresją nieskomplikowanych akordów, niekoniecznie ambitnymi plamami klawiszy i podniosłymi zaśpiewami obdarzonego niezłym głosem Lorda Vollanda ucieka to co w tym gatunku najważniejsze – nieskrępowana i autentyczna radość obcowania z pierwotną muzyką północnych rubieży Europy.

Trelleborg brakuje świeżości, pomysłów i lejtmotywu, który pozwoliłby na wyraźne ukierunkowanie muzyki na coś więcej niż skarby z cepelii i klimat wiejskiej dyskoteki. Szkoda, bo kilka kawałków Rosjanom naprawdę wyszło i szkoda, że zespół nie był w stanie pójść za ciosem, nagrywając cały album w jednym, konsekwentnie rozwijanym stylu. Fani gatunku pewnie przez grzeczność z ‚Lands of Njord’ się zapoznają, ale bardzo szybciutko zmienią płytę w odtwarzaczu. No, chyba że mają ochotę na pogańską wycieczkę palcem po mapie.

Dooban 3,5