TRAUMA – Invisible Reality/Promo 1991 (Deformeathing Production)

Nie, nie jest to premierowe wydawnictwo jednej z legend nadwiślańskiego death metalu. Po części może i jest, ale o tym za chwilę. „Invisible Reality” to niemal niemożliwe do zdobycia pierwsze demo elbląskiej Traumy. Materiał, który zapewnił paru szczylom z krańca Mazur sporą renomę na rynku krajowego metalu kostuchy i ogromny szacunek wśród dozgonnych maniaków tegoż. „Promo 1991” zaś, to 7 piosenek nagranych w jednym z elbląskich domów kultury. Nie wydawanych nigdy wcześniej. Słowem: kult, co się zowie. Czy w przypadku wznowienia tak historycznych i osiągających horrendalne ceny na aukcjach materiałów można w ogóle mówić o jakimkolwiek skoku na kasę? Bynajmniej. Postawa Mistera niezwykle daleko leży od tej, prezentowanej przez Dave’a Mustaine’a w roku 2004, kiedy to rudowłosy lider Megadeth zupełnie z dupy wznowił 95% swoich – naówczas – dotychczasowych krążków. Krążków dostępnych wszędzie.

Jarosław, jak sądzę, nie ma zamiaru, poprzez ponowne wypuszczenie tych kawałków na świat, nieść nieco zardzewiałego kaganka oświaty. To po prostu świetny prezent dla nieco starszych już metalowców, którzy od Traumy być może zaczynali swoją przygodę z ekstremą. Zresztą sam zainteresowany celnie ujął to w notce otwierającej „wypolerowaną” wkładkę „Invisible Reality”: „To wspomnienie beztroski i lat naszej młodości”. I ja takie wspominki sobie cenię. Kto nie chciałby znowu przypomnieć sobie, jak machało się banią w rytm krzepkiego, bezpośrednio brutalnego „No Hope”? Równie przyjemnie przebiega czas spędzony z absolutnie debiutanckim materiałem spod znaku Trauma. „Promo 1991” to oczywiście nic innego, jak piwniczny i toporny death metal, który skutecznie nadrabia pasją i wyjątkowo ujmującą autentycznością. Sorry, ale choćby brawurowo kruszące „No Way Out” w jednej chwili zmiata z powierzchni niezbyt przekonujących, koślawych – w pewnej części – młodocianych piewców death metalu.trauma-live

Pewno zapyta ktoś, co tak krótko. A dlaczego miałbym dłużej? „Invisible Reality” to przede wszystkim kawał potężnej historii wykutej pół dekady temu. Starsi doskonale wiedzą, o co chodzi. Młodszych zachęcam do natychmiastowego zakupienia tego cacka. Chłońcie kult, bo żadne Entrailsy nie zapewnią wam nawet w połowie tak fantastycznej łupaniny. Naprawdę warto.

Łukasz Brzozowski