TRASH TALK – 119 (Trash Talk Collective)

Martwi mnie, że z „119” nie jestem w stanie zapamiętać nawet jednego utworu. Poprzedni matex Trash Talk („Awake”) miażdżył małżowiny uszne i mimo wiadomego, totalnie niemodnego i rażącego uszy soundu, a przede wszystkim, momentami aż zbyt agresywnych fragmentów, był bardzo przyswajalny i chciało się do niego wracać…

Tym razem, czego ja osobiście nie rozumiem, panowie wrzucili na znacznie wolniejszy i mniej fascynujący bieg. Wręcz – by być dosadnym – rzeknę iż ta ‘’zmiana’’ na bardziej prymitywne, toporne dźwięki, niestety, nie przysporzy im nowych fanów, a nawet jeśli nim byłem, to zaczynam się nad tym poważnie zastanawiać. Nie chodzi tutaj o to, że pragnę wyłącznie takich petard jak napędzane blastem „Thanks, But No Thanks”, ale liczyłem na więcej… dobrej muzyki. A nie rzępolenia w imię nie wiadomo jakiej idei. Chłopaki mają przecież umiejętności i dobre pomysły (walec „Blossom & Burn”), które powinni przekuć w coś na konkretnym poziomie. A tu figa z makiem. Obniżenie lotów, redukcja wkurwienia i zabawa w niemal metalowy mrok.
Nieładnie

Grzegorz „Chain” Pindor