TOXIC HOLOCAUST – Conjure And Command (Relapse)

Muzyka, jaką gra Toxic Holocaust nazwana została przez znajomą mi osobę jako dźwiękowy laxigen dla każdego maniaka przesterowanej gitary.  Doskonale przeczyszcza organizm, pozwala pozbyć się zbędnych toksyn i dostarcza rozrywki. Na poziomie organicznym.

Joel Grind od lat ma swoją, sprawdzoną receptę na tworzenie muzyki. Prosty riff, punkowy rytm, stary metal, nieco thrash’u. Crossover. Przez długi czas nagrywał sam, teraz wreszcie dopuścił do głosu muzyków, z którymi nagrał nową płytę. Płytę, która przynosi ponownie muzykę prostą jak cep, składającą się z kilku dosłownie riffów, które kołatają się gdzieś z tyłu głowy natrętnym hasłem – „to już było”. I co z tego, skoro ta muzyka jest bardzo fajna. Nowi muzycy w zasadzie nie wprowadzili niczego nowego. Wszystko brzmi, jak stary, dobry Toxic Holocaust. Płaskie, mocne granie, które sprawdzi się zarówno podczas koncertów jak i podczas podróży rowerem (tą ostatnią opcję sprawdziłem…). Niesamowicie rytmiczne, sunące do przodu, opatrzone jedynym w swoim rodzaju wokalem Joela. Nie ma sensu opisywać kolejnych numerów, bo wszędzie słychać punkowego Slayera, zapleśniały metal z odniesieniami do kapel na „H” i „C”, ale zagrany z duszą Sex Pistols i wyczuciem muzyki sprzed blisko dwóch dekad. Jeśli szukać idealnej recepty na crossover, TH ma spore szanse, by w tej kategorii zgarnąć główną nagrodę. Wspomniałem o prostocie –  bardzo mnie porusza  stylowość propozycji TH. U innych wykonawców takie chamskie łojenie brzmiałoby groteskowo. Toxic Holocaust gra tak, jakby te dźwięki były najoczywistsze na świecie. Cóż więcej dodać? Odkręćcie potencjometr na maksa i ruszcie w pogo. Toxic Holocaust wie, jak Was rozbawić.

Arek Lerch 4