TORTURE KILLER – Phobia (Dynamic Arts Records)

Gdy w jednym zespole spotykają się muzycy znani w takich formacji jak Demigod, Archgoat, Adramalech to znak, że coś się dzieje i nieodparty przyczynek do tego by taki zespół wziąć na celownik. Jednak w przypadku Torture Killer do tej pory nie mogłem do końca przekonać się do muzyki jaką ten skład proponował. Nawet fakt, że formacji tej swoistego błogosławieństwa udzielił nie kto inny jak Chris Barnes nie spowodował, bym przy „For Maggots…”, „Swarm!” czy „Sewers” skakał specjalnie wysoko. „Phobia” przynosi małą zmianę na lepsze…

Jako, że jestem fanem Demigod oraz Adramalech, w chwili gdy dowiedziałem się o nowym projekcie zawodników zaangażowanych w te grupy, niemal zmoczyłem się ze szczęścia. Jednak okrutny los chciał, że nowy twór nie podążył drogą, którą niegdyś wyznaczyły wspomniane już w tej recenzji zespoły i muza proponowana przez Torture Killer ciągle lokuje się bliżej cover bandu Six Feet Under (podobno właśnie tym miał zespół być w założeniu…) niż totalnego, death’owego tworu jakim sądziłem, że będzie. Czyli mamy tu do czynienia z klasycznym paradoksem w stylu „oczekiwania a rzeczywistość”.

„Phobia” to bardzo fajny kawałek death’owego mięcha. Od samego początku jest bardzo ciężko, rytmicznie i groovy, czyli bardzo po linii pierwowzoru. Trochę się dziwę muzykom tego zespołu, że mają ciągle ochotę na odgrzewanie lekko już zepsutego kotleta jakim jest twórczość Six Feet Under. To co było całkiem przyjemnym kąskiem na „For Maggots…” i niezłym, choć absolutnie nie wybitnym dziełem na „Serwers”, w roku 2013 jest daniem, które zjeść można jeden jedyny raz. Średnie, masywne tempa, głęboki growl plus odrobina dodatków (partie czysto brzmiącej gitary) to właściwie wszystko, co można powiedzieć o nowym dziecku Torture Killer. Nuda. Niby zespół stara się, kombinuje z rytmiką, z brzmieniem, ale wręcz boleśnie słyszalne jest to, skąd biorą się inspiracje do takich a nie innych zabiegów.

Słucham tego materiału kolejny raz i nie jestem w stanie wykrzesać z siebie choć odrobiny entuzjazmu. Fakt, „Phobia” to materiał przepięknie wręcz old schoolowy, trzeszczący gruzowatym brzmieniem aż miło, jednocześnie bardziej dopracowany niż wcześniejsze wydawnictwa Torture Killer, ale i tak płyta jest boleśnie wręcz wtórna. Chyba w przyszłości odpuszczę sobie kontakt z materiałami tego tworu. W końcu Six Feet Under na ostatniej płycie daje radę lepiej niż dobrze…

Wiesław Czajkowski

Dwa i pół