TORTURE DIVISION – Evighetens Darar (Abyss Records)

Macie już dość szwedzkiego death metalu?? Nie?! Ok, w takim razie przedstawiam Wam kolejnego przedstawiciela tej sceny, który najwyraźniej chce zawalczyć o Wasze dusze. Walka może być ciężka, ale nie bezowocna, bo skład armii TD jest mocny i gwiazdorski. Starzy wyjadacze, którzy wiedzą, jak przywalić prosto w przeponę…

Najpierw lista płac. Gitary niszczy nie kto inny jak sam Lord K. Philipson (The Project Hate, God Among Insects), Jorgen Sandstrom (Vicious Art, The Project Hate, Grave, ex – Entombed) wrzeszczy i szarpie cztery struny a całość spina zdyscyplinowanym bębnieniem garowy Vomitory, Tobias Gustafsson. Jakim trzeba być maniakiem, żeby grając w wymienionych formacjach zakładać kolejną grającą… dokładnie to samo?? Odpowiedź brzmi – okrutnie stukniętym i nie jest to bynajmniej zarzut, bo takie persony złej muzy nie robią, kwestia ile jeszcze jesteśmy w stanie znieść? Tak czy inaczej, zespół zadebiutował w 2007 roku, Abyss na dzień dobry wydała zestaw demosów pod wspólnym tytułem “With Endless Wrath We Bring Upon Thee Our Infernal Torture”.

Wydalony właśnie długograj jest więc faktycznym debiutem formacji z Orebro. Szwedzki death metal żyje i króluje na wieki, amen. Tyle można powiedzieć o tych trzydziestu minutach surowego, konkretnego łojenia na najwyższych obrotach. Płytę realizował nie kto inny jak sam mistrz Dan Swano, mamy więc do czynienia z surowym miksem dziesięciu brutalnych, death metalowych petard. Bez większych wygibasów, precyzyjnie odmierzane ataki miłe dla ucha każdego, kto lubuje się w Szwecji surowej, odartej z nadmiernego lukru, ciężkiej i raczej mało finezyjnej. Choć odmówić sprawności zespołowi absolutnie nie mam zamiaru. Po tylu latach użerania się z metalem, szlifowania scen i obskurnych zapewne piwnic, panowie szarpią i okładają swoje instrumenty nader sprawnie, choć raczej trudno oczekiwać jakichś okrutnych zaskoczeń. Słowem – jeśli ktoś lubi Grave, stary Entombed czy Vicious Art, nie zawiedzie się na Torture Division. Podobne klimaty, podobne aranżacje mieszające blasty, mielące zwolnienia i trochę punk rocka w galopującej rytmice. Słucha się tego przyjemnie, nie powiem, choć jedyny moment, kiedy trochę się zdziwiłem, to siedmiosekundowy “The Axe Murderer”. Szybko się zaczyna, jeszcze szybciej kończy, ech, fantazja szwedzka… Kolejna, dobra płyta death metalowa, kolejne minuty hałasu dla coraz bardziej topniejącej garstki straceńców, niszczących swoje rzednące włosy w okrutnych headbanging’ach pod scenami w małych, zadymionych klubach całej Europy.

Nie będę się wysilał na jakieś wydumane wnioski, bo tu nie ma miejsca na specjalne ideały i zakręcone, wielopłaszczyznowe kompozycje. To muzyka starszych panów lubiących piwo, papierosy i metalowy hałas dla starszych panów lubiących piwo, papierosy i hałas. Tylko tyle. Trochę radości i pot przesiąkający koszulki z charakterystycznymi logówkami. Ech, nostalgia…

Arek Lerch