TOMBS – All Empires Fall (Relapse Records)

Słuchając „All Empires Fall” mam to samo poczucie, które towarzyszyło mi przy „Path of Totality” i „Savage Gold” – że już dawno powinienem zespół Tombs kochać miłością ślepą i bezgraniczną. Na dobrą sprawę ponownie idealnie utrafili w mój gust swoją jak zwykle bardzo dobrą muzyką, która tradycyjnie dla Tombs odwołuje się do wyraźnych wzorców, drogich i sercu Mike’a Hilla, i mojemu. „Czego wciąż mi brak?”, mógłbym zaśpiewać za słynną artystką. No właśnie, czego?

„All Empires Fall” to raptem dwudziestoczterominutowa ep-ka, ale z pomysłów, które Tombs kondensuje w niespełna pół godziny, inne zespoły nagrywają trzy płyty w ciągu siedmiu lat. Jak mało który z zespołów kręcących się na przecięciu smutnego hardcore, black metalu i rocka gotyckiego, Tombs posiada cenne wyczucie kompozytorskie, które pozwala nie tylko wybrać te dobre pomysły, ale w umiejętny sposób sklejać je i przycinać to, co wystaje ponad miarę. Czy to sludge’owe intro „The World Is Made Of Fire”, czy bzyczący z norweska „Obsidian”, przypominający najlepsze nagrania Nachtmystium „Deceiver”  czy McCoy’owy smut „Last Days of Sunlight” – każdy numer brzmi spójnie, nie nudzi i nie przypomina nieudolnego klejenia niekompatybilnych wzajemnie składników. I tu chyba jest pies pogrzebion. Tombs brzmi jak zespół pasjonatów muzyki, którzy chwycili za instrumenty mając głowy pełne pomysłów wywiedzionych z wykutych na pamięć płyt Neurosis, Godflesh, Darkthrone, Fields of the Nephilim, Christian Death i miliona innych kapel, których Mike i koledzy słuchają kosztem snu, pracy i życia rodzinnego. Pochwalam, utożsamiam się, zazdroszczę wręcz, ale serce mi nie drży. Dla precyzyjnego porównania, takich palpitacji doznaję na przykład przy muzyce zespołu dość pokrewnego Tombs, czyli Thaw – tu wyobraźnia podpowiada obrazy nadchodzącego Pełzającego Chaosu, a nie ikeowego Expedita wypchanego winylami. Tombs Band

Mocno wierzę w to, że mój wyśniony ideał porywającego albumu Tombs wreszcie się zrealizuje. Widzę go na horyzoncie, a „All Empires Fall” to kolejny krok w dobrą stronę. Cieszy mnie wyraźniejszy ślad wczesnego, punkującego gotyku, podoba mi się brzmienie ze wskazaniem na rewelacyjnie podbijający dynamikę bas, numery wpadają w ucho. Na razie nic z tego – Tombs pięknie i ciekawie opowiada mi o swoich ulubionych zespołach. To są również moje ulubione zespoły, więc rozmowa się klei, jest odprężająca i radosna, ale wiele do mojego życia nie wniesie. Aby domknąć błyskotliwą klamrę, znów przywołam słowa klasyka polskiej piosenki – czekam na te „podejrzane przygody, bez pieniędzy dzikie podróże”. Trzymam kciuki za Tombs i wiem, że warto.

Bartosz Cieślak

Cztery