TOMASZ DĄBROWSKI FREE4ARTS – When I Come Across (Audio Cave)

Zaczynam się zastanawiać, co jest z tą Danią, że tak mocno wciąga polskich muzyków. Dzisiaj po raz kolejny przedstawiamy muzyka, który właśnie w Danii rozwija swoją karierę. Tomasz Dąbrowski to trębacz, który raczej na nudę nie narzeka; mając na koncie kilkadziesiąt nagranych albumów, współpracę z wieloma znanymi artystami i miejsce na liście piętnastu najważniejszych muzyków w Europie wg magazynu All About Jazz, nie spuszcza za z tonu, prezentując kolejny, ciekawy album.

Dodajmy, że album nie najłatwiejszy, ale przez to nadający się do wielokrotnego użytku. Ale po kolei. W składzie obok lidera znajdziemy Duńczyków –  Sven Dam Meinild ze swoim saksofonem barytonowym zastępuje poniekąd basistę, jest gitarzysta Simon Krebs, który nadaje charakter płycie i ciekawie grający, czujny pałker Kasper Tom. Oryginalny skład i oryginalna muzyka. Przede wszystkim, dość szorstka, raczej nie bazująca na prostych rozwiązaniach czy oczywistej melodyce. Wyjątkowość tego składu to niebanalne instrumentarium i umiejętność kolektywnej gry na takim poziomie, gdzie zaciera się granica między tym co zapisane, a tym co improwizowane  – komentuje sam Dąbrowski i w sumie dość dobrze prezentuje sedno sprawy. Już samo miejsce nagrania – czyli stara fabryka mieszcząca się na jednej z duńskich wysp – zwiastuje bardzo dużo. Klimat izolacji, surowe warunki i konieczność skupienia się na sobie dobrze zrobiły temu materiałowi, choć jednocześnie odnoszę wrażenie, że zespół jest zwrócony do siebie, i we własnym gronie prowadzi dialogi, niekoniecznie zwrócone do słuchacza. Odwrotnie niż np. na najnowszej płycie Tubis Trio, skupionej na stworzeniu muzyki łatwo wpadającej w ucho, Kwartet Dąbrowskiego szuka rozwiązań atrakcyjnych rytmicznie i harmonicznie, bez oglądania się na potencjalnych odbiorców, realizując tym samym kluczowe zagadnienie współpracy między muzykami, która staje się tu najważniejsza. Ważniejsza nawet od tzw. komunikatywności.FREE4ARTS Kristoffer Juel

Gdzie znajduje się środek ciężkości?  Oczywiście, lider i jego trąbka to podstawa, ale trzeba przyznać, że klimat płyty, jej kolorystykę wyznacza gitara Krebsa, który gra bardzo daleko od jazzowych schematów, czasami dotykając awangardy (np. „When You Get To Actual Playing”), nie stroni też od  hałasu, gdzieś tam ocierającego się o estetykę Denison/Kimball Trio („Pegleg”, „I Have No Idea”), choć kiedy trzeba, doskonale odnajduje się w klasycznej, jazzowej formule (chociażby spokojny „HBP”). Swoje trzy grosze do brzmienia dokłada Sven; zastąpienie basu saksofonem powoduje, że muzyka nie ma tej specyficznej miękkości, staje się bardziej szorstka, jednocześnie Dąbrowski ma dodatkowego partnera w sekcji dętej. Całość staje się przez to mniej oczywista, być może w pewnych momentach trudniejsza do przyswojenia. Inna sprawa, że sposób prowadzenia improwizacji, instrumentalne pojedynki są bardzo techniczne, dlatego mam wrażenie, że płyta zostanie doceniona przede wszystkim przez koneserów gatunku. Słucham płyty dość długo i cały czas mam wrażenie, że „When I Come Across” to arena walki między tradycyjnym, skandynawskim jazzem a chęcią dowalenia słuchaczowi, w kilku miejscach słychać wyraźną chęć zerwania z łańcucha, są małe przebłyski szaleństwa, które prześwituje przez nienaganną technikę. Takie momenty jak np. pierwsza część „Pulse for Me”, gdzie zespół ucieka z sali wykładowej, by w drugiej połowie być przez wykładowcę zaciągnięty za uszy na miejsce. Taki śmieszny wątek, który pokazuje, że ten skład ma ogromne możliwości. I chyba – to już moje zdanie – troszkę w takiej tradycyjnej formule jazzowej się męczy (oczywiście, męczy w twórczy sposób.)… Ale to wszystko nie zmienia faktu, że płyta jest fascynującą, choć niełatwą lekturą. Trzeba tej muzyce dać zdecydowanie więcej czasu, żeby się z nami zaprzyjaźniła.

Arek Lerch 

Zdjęcie: Kristoffer Juel

Cztery i pół