TITLE FIGHT – Floral Green (SideOneDummy Records)

Po genialnym „Shed” przyszedł czas na nowe dzieło Title Fight i prawdę mówiąc, sam już nie wiem, czy to (pop)punk czy (jeszcze) hardcore, ale jestem pewien, że wszyscy fani dobrego, gitarowego grania znajdą tutaj coś dla siebie.

Dobrze, że Ci młodzi muzycy kompletnie nie zważają na narosły wokół nich hype i robią po prostu to, co lubią najbardziej. Grają proste, emocjonalne piosenki, od czasu do czasu na nieco bardziej grunge’ową modłę. W sumie, to właśnie w takiej odsłonie „siadają” mi najbardziej. Kiedy grają gęsto i ciężko, ale wciąż są to bardzo łatwe do przyswojenia kompozycje, może nawet hymny, których można słuchać niemal w trakcie każdej czynności (a najlepiej na koncercie).

Jednym z mankamentów, na który cierpiał również debiut, jest brzmienie „Floral Green”. Rozumiem hołdowanie naturalnemu, ciepłemu soundowi, ale brud – jakkolwiek fajny i retro by on nie był – niestety w tym wypadku się nie sprawdza. Tym bardziej, że frontman Title Fight czasem umie ryknąć a’la Blake Schwarzenbach z Jawbreaker(!). Druga sprawa, to trochę nudna i jednowymiarowa pierwsza kwarta albumu. Nie wiem, czy to celowy zabieg aby najpierw przymulić a potem zaatakować z całym impetem, ale może tak na przyszłość najpierw dołożą do pieca, a potem stonują, co by przekazać jaką ciekawą historię w tekstach.

Nie zważając na te minusy, „dwójka” Title Fight zasługuje na szerszą uwagę i jak mniemam, wkrótce ten band zostanie wyniesiony na znacznie wyższy poziom. Underground mimo całego szacunku dla tej sceny nie jest dla nich.

Grzegorz „Chain” Pindor