TITAN-Sweet Dreams (Relapse)

Ale się tych Tytanów narobiło. Mamy i kanadyjskich muzykantów, szwedzkich, a dzisiaj kilka słów na temat najciekawszego chyba pod tą nazwą tworu, rezydującego na nowojorskim Brooklynie. Debiutancka dla Relapse płytka przynosi parę zaskakujących, muzycznych niespodzianek, ale w kontekście wytwórni nie może to zbytnio dziwić. W zasadzie, zanim skrobnąłem tych kilka słów, wydrapałem sobie z głowy resztkę włosów, bo rozpiętość muzycznych inspiracji, jakie uchwycone zostały na „Sweet Dreams” jest imponująca. Z jednej strony mamy fascynację elektronicznymi pejzażami, ale załóżmy, że to tylko drobny dodatek do dania głównego. Motoryka takich utworów jak „Wooded Altar Beyond The Wander” od razu kieruje nasze myśli w stronę stonera, gitarowy hałas sugeruje sludge – doomowe pokrewieństwo. Taki szkielet to jedynie pewna ramka, w której zamykają się zupełnie inne, wyjęte żywcem z lat 70 – tych pomysły. W zasadzie nad całą płytą unosi się duch King Crimson, zapładniający gitarowe, pokręcone pasaże, biegniki i nerwową melodykę przewijającą się między bardziej masywnymi uderzeniami. Jest coś z Led Zeppelin, może troszkę szeroko pojętego hard rocka. Ta eklektyczna mieszanka brzmi jednak bardzo spójnie, co sugeruje bardzo duże obycie i zdolność kompozycyjną. Jednocześnie swada, z jaką muzycy poruszają się i łączą ze sobą poszczególne motywy, może kojarzyć się z innymi relapsowymi kolegami, Baroness. Te porównania mogą sugerować pewną bezradność w opisywaniu muzycznej zawartości „Sweet Dreams”, jednak to chyba najlepsza dla albumu rekomendacja. W dzisiejszych czasach trudno wzbudzić zainteresowanie a co dopiero zostać prorokiem. Za sprawą „Sweet Dreams” Tiitan na pewno wygenerował zaciekawienie potencjalnych słuchaczy. Zaś pewien szamański klimat, emanujący z płyty sugeruje, że profetyczny wymiar muzyki nowojorczyków zostanie przez niektórych szaleńców odkryty już całkiem niedługo…

Arek Lerch 6