TIDES FROM NEBULA – Hollow Lights (Mystic)

Krajowe zagłębie postrockowe ma się całkiem dobrze a jednym z zespołów, które ciągną scenę za uszy do góry jest Tides From Nebula. Błyskawiczna kariera tej formacji w kontekście muzyki instrumentalnej zaskakuje i jednocześnie daje nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone – można po prostu grać i też odnieść sukces…

Debiutancką płytę zespół wydał własnym sumptem, potem było wznowienie przez Rockers a drugi album ujrzał już światło dzienne z logo jednej z największych, krajowych firm płytowych. Na zespole poznali się także fani, dzięki którym grupa może grać całkiem długie trasy. Aktualna płytka to prezent dla tych wszystkich, którzy wybierają się na jesienno – zimowe koncerty jakich do końca roku zespół zagra całkiem sporo – 28 sztuk trasy europejskiej i 16 podczas polskiej części. Imponujące, że z taką muzyką można tyle zdziałać…

Najnowszy singiel to jeden kawałek, który pokazuje w całej rozciągłości kunszt zespołu. Doskonałe wejście perkusji i w uszach rozlewa się plama gitarowego, rozedrganego hałasu, miejscami kojarzącego się z gitarowymi pomysłami Edge’a (U2) a czasami z zimnym, pychodelicznym tkaniem SLINT. Przez pięć minut muzyka snuje się niczym pajęczyna, oplata słuchacza i wprawia w doskonały nastrój. Jest w muzyce TFN coś z melancholii ISIS, ale jest też, co mnie osobiście zaskakuje, sporo progresywnego myślenia. Cieszy, że zespół potrafi tak zaaranżować muzykę, że w zasadzie zapomina się o braku wokalisty. Na facebooku TFN określa swoją muzykę skromnie jako „instrumental rock”. Myślę, że ma jednak do zaoferowania   dużo więcej.

 

Arek Lerch