THE VOYNICH CODE – Ignotum

Portugalska scena metalowa cierpi z powodu braku kolejnego, dużego towaru eksportowego. W pełni zasłużony sukces Moonspell w połowie lat dziewięćdziesiątych przyćmił resztę hord, i choć w gatunkach około hardcore’owych słoneczny zachód Europy radzi sobie dobrze (vide More than a Thousand), tak w metalu cisza jak makiem zasiał.

Sytuację pragną odczarować deathcore’owcy z The Voynich Code. Sami zainteresowani twierdzą iż są enigmatycznym zespołem, parającym się technicznym metalem. Co do tego ostatniego zgoda, zaś co do aury tajemniczości jaka winna im towarzyszyć – nie wiem. Tej zagadki nie wyjaśniają mi nawet przedstawiciele mojej ulubionej agencji, która ich promuje. Cóż, może brak sensu to też jakiś sens. Wróćmy jednak do muzyki prezentowanej przez Portugalczyków. Panowie ochoczo lawirują pomiędzy technicznym death metalem zza Oceanu, a progresywną, napędzaną klawiszami odsłoną, o której powiedzieć można tyle, że po prostu jest, a w dodatku zaczerpnięta z płyt Born of Osiris…Voynich Band

Czy Stary Kontynent potrzebuje kopii podopiecznych Sumerian Records? Zdecydowanie nie. Czy The Voynich Code ma pomysł na siebie? Niekoniecznie. W pełni doceniam warsztat, włożoną tu pacę i zainteresowanie dużej agencji, ale nie łykam tego co proponują mi muzycy z Lizbony. W zalewie takich kapel, których są tysiące na całym świecie, nie mają tego „czegoś” co pozwoliło by ich wyróżnić na tle reszty. Niestety, nie pomaga ani zmyślnie zaaranżowana elektronika, ani potężne gardło (najlepszy element całego bandu). Zwyczajnie, kompozycje Portugalczyków nie bronią się. Technicznie są genialne, zaś pod względem „songwritingu”, jest to druga liga mało odkrywczego deathcore’a bez szans na baraże do ekstraklasy.

 Grzegorz „Chain” Pindor

Dwa i pół