THE SUNLIT EARTH – Between The Lines (Nasiono Records)

Najbardziej brytyjski zespół nad Wisłą, czy też najmniej polski zespół w trójmieście wydał w okolicach lutego swoją debiutancką płytę, pokazując tym samym, że krajanie nie gęsi i swoje indie rockowe brzmienie mają. Nawet jeśli będziemy szukać korzeni w Manchesterze albo w Nowym Jorku, nie zmieni to faktu, że alternatywny rock ma się u nas (może bardzo, a na pewno…) dobrze i bez niepotrzebnej kontestacji czy udawania wielkich zbuntowanych osiągnął wiek (wczesno) dojrzały.

Z tą dojrzałością oczywiście przesadziłem, bo The Sunlit Earth młodzi są i jeszcze pewnie parę rzeczy się u nich zmieni, zanim napiszę, że mamy do czynienia ze strzałem w potylicę. Na razie jest po prostu solidnie i ciekawie. Na tyle, że ze spokojem będę czekał na kolejne dzieło. Zanim jednak do tego dojdzie, pochylmy się nad „Between The Lines”.

Zespół nie odkrywa niczego nowego. Sięga do sprawdzonych wzorców sprzed kilku lat, pisząc sprawne i miejscami całkiem melodyjne, rockowe piosenki, w najlepszej tradycji wyspiarskiego indie rocka. Być może brakuje tu jeszcze pewnego wyczucia, niektóre kawałki przelatują przez uszy, niczego w nich nie zostawiając, ale nie trzeba być wielkim znawcą, by wyczuć w tym wszystkim spory talent. Jasne – jeśli ktoś ma alergię na zamglone Wyspy, nie kupi tej płyty, jednak jeśli lubimy Happy Mondays czy bardziej współcześnie – Arctic Monkeys, pewnie bez problemu chwycimy specyficzną manierę, z jaką wykonywane są piosenki The Sunlit Earth. Bardzo fajnie pracują tu gitary, które, na szczęście, nie zostały zbytnio wygładzone, dlatego, kiedy chłopaki zaczynają mocniej walić w struny, docieramy w kilku momentach nawet do Nowego Jorku („Rotten Feelings”). Trafiają się też fajne melodie („Amnesia”), grupa ma ciekawe pomysły aranżacyjne i umie je sprzedać. Oczywiście – to wszystko już słyszeliśmy w wykonaniu wymienionych tu grup, jednak nie sądzę, by dla miłośników indie rockowego łojenia było to problemem. Ogólnie rzecz ujmując, mamy do czynienia z fajnym, rockowym uderzeniem, które raczej korzeni w polskim big beacie nie zapuściło.The Sunlit Earth Band

Ten ostatni fakt może zaważyć na karierze zespołu, bo poza polską furory nie zrobią, a u nas z kolei na takie pakiety patrzy się często podejrzliwie. Na całe szczęście, scena alternatywnego, koledżowego rocka rozwija się i coraz więcej ludzi docenia takie granie, stąd też mogę przypuszczać, że uda się zespołowi zagrać kilka przyjemnych sztuk. Jeśli zaś będą kombinować dalej, bardziej skupią się na melodyce, będzie bardzo dobrze. Szkoda tylko, że w naszym eterze łatwiej usłyszeć przaśne hity i odgrzewane na okrągło kotlety niż bezpretensjonalnego, nowego rocka. Ale to już temat na inną dyskusję.

Arek Lerch

Cztery