THE SPOUDS – Now or Whenever (Trzy Szóstki)

Ostatnio coś cicho zrobiło się w temacie śmierci muzyki gitarowej. Być może dlatego, że staniały instrumenty strunowe, a może tańsze są wzmacniacze i sale prób? Może po prostu gitarowy hałas na zawsze wpisał się w geny niepokornej młodzieży. Tak czy inaczej, rozkminki tego typu nie mają sensu w zderzeniu z takimi rozchełstanymi szaleńcami jak The Spouds, bez których gitarowa mapa polskiego niezalu byłaby zapewne uboższa. A na pewno dużo cichsza.

Najnowsza płyta The Spouds pojawia się bez szumnych zapowiedzi, nikt nie napisze, że to zbawcy gitarowej muzyki, bo też i teraz tego typu określenia są passé. Enigmatyczność tego tworu nie zakłada podbijania czego i kogokolwiek; młodzi panowie grają dokładnie wtedy, kiedy uznają to za rzecz konieczną i dokładnie tak, jak im się chce. Czyli głośno, pozornie bałaganiarsko i niechlujnie. Ta niechlujność jest tu jednak czysto i artystycznie umowna, kieruje jak zwykle myśli w stronę amerykańskiej alternatywy początków lat 90., kiedy delikatnie post grunge’owe granie, kojarzące gruz z psychodelią, gdzieniegdzie mutując w stronę archetypicznego shoegaze, zdawało się dominować w muzycznych rankingach. Oczywiście, skończyło się na małych klubach, jeszcze mniejszej kasie, ale też i na oddanej rzeszy maniaków takiego smutnego grania.Spouds

Spoudsi mają tę zaletę, że na nowej płycie zgrzytający chaos został okiełznany, przez co niektóre fragmenty brzmią jak doskonale ułożona fryzura prosto od fryzjera. I nie jest to zarzut. O ile bowiem na  poprzednim krążku  „Fear Is The New Self-Awareness“ muzyka nosiła znaczące znamię dokonań Sonic Youth, o tyle na „Now or Whenever ” mamy zdecydowanie większy ukłon w stronę piosenki. Piosenki rzecz jasna rozumianej jako zbitek melancholijnej atmosfery, emocjonalnie załamujących się wokali (warto wsłuchać się w świetnie napisane, raczej gorzkie w wymowie teksty) ujętych w ramy dobrego, z wyczuciem kładzionego rytmu. Przede wszystkim, płyta jest jednak apoteozą „gitarowego grania” w jak najlepszym – garażowym – rozumieniu. Nie ma znaczenia, czy kojarzącego się nieco z Fugazi („Paper Food”, „A Comparative Studies”) czy wspomnianymi Sonic Youth („A Man of his Word” i… cała reszta). Co ciekawe, nawet jeśli gitarowych dysonansów jest coraz więcej (np. w dynamicznym, świetnie poprowadzonym „Needle in his Heart”) muzyka The Spouds nie traci nic ze swojej chwytliwości. Wspomniana melancholia sączy się z melodii, z wokalnych zawodzeń i tu znowu skojarzenia biegną do lat 90. i całego psycho – płaczliwego zastępu kapel dowodzonych przez Bitch Magnet wespół z Rodan i niezapomnianych Sunny Day Real Estate. Zespół ma doskonałe wyczucie, mieszając te spokojniejsze tematy („Świętokrzyska” czy „116” – tak, jeździło się autobusem…) z dynamicznymi wjazdami w stylu „Outlet Store” czy „Lone Animal”. Mistrzostwem są aranżacje, balansowanie dynamiką, przez co słuchanie płyty to świetna przygoda, kończąca się szczytowaniem w postaci zamykającego materiał, ponad pięciominutowego, przestrzennego tematu „Sick of Being Sorry”.

„Now or Whenever” po raz kolejny pokazuje, że duch w młodym narodzie nie ginie. Jest w tym szczerość, jest brud i doza post hardcore’owego wkurwu opakowanego w indie rockowe wdzianko. Najlepsza tegoroczna alternatywa? Chyba tak…

Arek Lerch 

Sześć