THE SENSELESS – The Floating World

The Senseless to “zespół”, który wrzucony do jednej z gatunkowych szufladek, zaprzecza niemal wszystkim przymiotom z takową kategorią kojarzonym. Dla wielu osób, w tym niżej podpisanego, thrash/death to granie raczej proste i mało wymagające, taki nie zbyt brutalny, ładnie poukładany i elegancko poskładany hałas, który mimo, że głośny i metalowy to wielkiej krzywdy nikomu zrobić nie może. Tymczasem projekt (to zdecydowanie lepsze określenie tego tworu) Sama Bean’a znanego z The Berzerker to muzyka brudna, wściekła i naprawdę brutalna a to, że da się ją wciągnąć na thrash/death’ową listę płac, zupełnie nie przeszkadza mi w odbiorze tego pokręconego materiału.

Zanim zacznę zagłębiać się w meandry drugiego albumu The Senseless, muszę podzielić się z Wami pewną nutką niepewności, która towarzyszyła mi przez cały czas jaki spędziłem w towarzystwie tego materiału. Otóż przynajmniej w teorii „The Floating…” został nagrany z żywym bębniarzem w składzie, jednak to jak prezentuje się perkusja na tej płycie, każe mi myśleć, że wymieniony tu i ówdzie fizyczny raczył być ni mniej ni więcej tylko specem od programowania automatu perkusyjnego. Czy ma to jakieś wielkie znaczenie? W przypadku tej płyty, zdecydowanie tak. Gdyby nowe dzieło The Senseless zostało zbudowane na konkretnym, furiackim perkusyjnym fundamencie, byłoby przepysznie a w przypadku, gdy zbudowane jest na wątpliwościach co do rzeczywistej istoty wspomnianego fundamentu, jest co najwyżej średnio.

„The Floating World” to szybka, chaotyczna przejażdżka przez okolicę, którą dopiero przed chwilą opuścił mały cyklon. Jest rozpierdol niemożliwy do ogarnięcia, jest moc, szybkość do urwania łba i wszechpanujący nad całym tym przedsięwzięciem chaos. Wiem, może trochę przesadza, ale to takie brudne, mało czytelne brzmienie spowodowało, że muzykę tą uznałem za chaotyczną. I zdania swego bronił będę nawet na ubitej ziemi… Tak się dziś nie robi płyt thrash/death, dlatego też  The Senseless chwilami bliżej to nawet do grindu, brudnego, szybkiego, huraganowego grania. Dopełniający całości wokal też nie pasuje ani do typowego growlowania, ani do wrzasku, ani tym bardziej śpiewu. Bez sensu. The Senseless to właśnie taki dziwny, zakopany we własnej niszy band, który wydał już drugą w sumie płytę, po raz wtóry jest to materiał dobry, niebanalny, który gryzie aż miło, a że jest to też płyta trudna, której raczej nie posłuchamy przy zmywaniu naczyń; cóż, to tylko lepiej.

Jeśli lubicie muzykę, którą równie dobrze można określić mianem grind co thrash/death, The Senseless jest dla Was. Jeśli lubicie słuchać rozpędzonego jak huragan, gitarowego hałasu to również The Senseless powinien trafić w Wasze gusta. Nie polecam tej płyty nikomu – to nie ma sensu. Nie oceniam – to też jest bez sensu…

Wiesław Czajkowski