THE ROTTED – Ad Nauseam (Candlelight)

The Rotted przywraca muzyce należną jej etykietkę, czyli rozrywkę. Nowa propozycja Angoli to nic więcej jak kilkadziesiąt minut muzyki wybitnie rozrywkowej, nadającej się do słuchania a przede wszystkim do skakania. Jeśli chcecie się wyszaleć, „Ad Nauseam” trafi w sedno sprawy. A raczej imprezy…

Historia tego zespołu rozpoczęła się dawno temu, kiedy jeszcze pod dłuższą nazwą Gorerotted hołdował piekielnemu grind core. Kilka lat temu, w 2008 roku, chyba  zmęczony formą muzyczną, jaką dość długo kultywował, postanowił skrócić nazwę i dość mocno przewietrzyć muzykę. Początkowo nie wierzyłem w sens takiej zmiany, okazało się jednak, że debiutancki album formacji „Get Dead or Die Trying” zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Prostota, przebojowość i świeżość bez utraty miażdżącej mocy – to było to!   Nie inaczej jest teraz, bo zespół nadal kontynuuje rozrywkowe poszukiwania. W ich muzyce death metal walczy o swoje miejsce z punkiem i hard core, choć miejscem pojedynku nadal jest, to trzeba przyznać, grindowe poletko. Jednak nie byłoby sukcesu bez świetnych, wpadających w ucho riffów i  – co może niewiarygodne – znakomitych refrenów, które na koncercie muszą wywoływać prawdziwą rebelię.

Nowa płyta ma takich power – playerów całą masę – już pierwsze dwa kawałki mogą wywołać euforię. „Anarchogram Sun” i „Rex Oblivione” to esencja The Rotted – nośne, zagrane z mistrzowską precyzją a jednocześnie do bólu punkowe w agresywnej narracji. Idealne na otwarcie. Nie inaczej jest w przypadku „Entering the Arena of the Unwell” czy „Apathy in the UK” (czyżby małe „oczko” w stronę „Anarchy In The UK”?), które rozkręcają zabawę na maksa. Jest trochę d – beatu („Surrounded by Skulls”) a jeśli ktoś lubi nieco trudniejsze songi, może sięgnąć po bardziej rozbudowany „Non Serviam”.

Zupełnie poważnie, apokaliptycznie wręcz robi się pod koniec płyty, kiedy po dobrej zabawie The Rotted proponuje dwa, ponad pięciominutowe, monumentalne utwory „The Hammer of Witches” i „Put Me Out of Your Misery”. Te pieśni brzmią zupełnie inaczej, ich powaga, rozmach z jakim zostały zagrane pokazują zupełnie inne, mało rozrywkowe oblicze i świetnie zamykają ten doskonały krążek.

The Rotted udało się stworzyć płytę, która w rozrywkowy sposób puentuje różne odcienie ciężkiej muzy i choć nie wymyśla niczego nowego, robi to tak radośnie i przebojowo, że potrafi kupić chyba największego malkontenta.

Zachowując agresywne, rytmiczne napieranie do przodu, łącząc je z nośnymi kompozycjami The Rotted wychodzą na prowadzenie i  wyróżniają się z całej, czarnej masy death/grindowych obszczymurów. Jeśli dodać do tego nutkę anarchii kojarzącej się z „pistolsową” rewoltą, może się okazać, że The Rotted to jakaś odpowiedź na problemy związane przerośniętą ilościowo i nieco zamuloną sceną hc/metalową. Nie miałbym nic przeciwko…

Arek Lerch