THE  RODEO IDIOT ENGINE – Consequences (Throatruiner/Black Lake/Swarm of Nails)

Szanuję artystów, którzy, niezależnie od granej muzyki, dbają o tzw. transparentność poczynań. Zespół The Rodeo Idiot Engine jest pod tym względem idealny – strona internetowa, blog, FB, sklep z niezliczonym merchem, filmiki wideo, teledyski, płyty we wszystkich, możliwych formatach, słowem, jeśli ktoś chce się o zespole czegoś dowiedzieć, nie będzie miał z tym problemu. Jasne, nimb tajemniczości znika, za to oszczędzamy czas. Mieszkańcy kraju Basków (nie będę ich denerwował, nazywając Hiszpanami…) wypuszczają właśnie swój drugi długograj i określając muzykę jako blackened chaotic hardcore trafiają w sam środek tarczy.

W śmiesznej skądinąd, pierwszej części „Powrotu do przyszłości”, w jednej ze scen Michael J. Fox, udając kosmitę straszy swojego przyszłego tatusia, puszczając mu z walkmana muzę Van Halen. Gdyby dzisiaj ktoś chciał nakręcić remake tegoż obrazu, we wspomnianej scenie z powodzeniem mogłaby zostać wykorzystana muzyka The Rodeo Idiot Engine, wywołując pewnie dużo większą traumę – pytanie, czy taka rekomendacja jest dla zespołu powodem do dumy, czy wręcz przeciwnie?

Zaproponowana przez sam zespół szufladka jest całkiem niezła, choć w 90% nowej płyty dotyczy głównie przymiotnik „chaotyczny”. Maniakalne wymieszanie wściekłego punka, rozchełstanej rytmiki (od sasa do grindcore’a…), hardcore’owych riffów, pisków, zgrzytów, sprzęgów i nerwowych zmian temp prowadzi niechybnie do bólu głowy. Mrok to głównie wokalista, jego psychika i teksty. Pieczara mentalna realizowana w sposób dosadny i nie pozostawiający wątpliwości, że na świecie jest źle i wszyscy są przeciwko. Pewne jest tylko, że zespół wywodzi się ze środowiska hardcore’owego i taki poziom agresji eksploatuje. Porównanie do wielkich typu Trap Them i Weekend Nachos czy rosnących w siłę Birds In Row nasuwa się niemal automatycznie. Jedyny problem w tym, że w zestawieniu z wymienionymi grupami – że o mistrzach All Pigs Must Die nie wspomnę – ujawnia się drobny mankament, mianowicie nie do końca przekonująca baza kompozycyjna. Krótko mówiąc, riff jest po to, żeby był hałas i podkład pod nerwową grę pałkera. Choć i tu zdarzają się bardzo pozytywne wyjątki, tak jak w najlepszym na płycie, przypominającym – o ironio – głównie postrockowe dokonania zespołów z „is” na końcu, „Frozen Hearts”.

Przyznam się, że od czasu do czasu mogę sobie posłuchać The Rodeo Idot Engine, jednak nie do końca im wierzę. Mam nieprzyjemne wrażenie, że cierpienie, ból i wściekłość są tak samo wypracowane, „wymyślone” jak cała oprawa logistyczno – komunikacyjna. Emocje na sprzedaż to w sumie żadna nowość, jednak w tym środowisku oczekiwałbym prawdziwych tragedii i ran zadawanych w obłąkanym szale. W każdym razie – jeśli ktoś nie może doczekać się na nowy Trap Them, „Consequences” pomoże na jakiś czas zapełnić lukę.

Arek Lerch

Trzy