THE PARALLEL – Embark (Hold Tight PR)

Jeśli techniczny metal to tylko z Kanady. Nie ma zespołu, który wewnątrz kraju klonu grałby inny beat, niźli tech death, albo pochodne. Nie inaczej jest w przypadku debiutantów z The Parallel. Młodzi adepci metalowej sztuki raczą nas miksem djentu, mathcore’a i death metalu, co w rezultacie, dla lubiących odnośniki do innych nazw kapel, daje nam wybuchową mieszankę spod znaku „The Dilliger Escape Plan spotyka Volumes, po drodze podając rękę Textures”.

Zatem jeśli znasz powyższe formacje, nie są obce ci łamańce, spora dawka melodii i bezustanne zmiany temp, żonglowanie tematami, a wszystko to w perfekcyjnej oprawie brzmieniowej, The Parallel może stać się twoim tegorocznym czarnym koniem. Dla mniej ceniących to, co obecnie dzieje się w prog metalu i jego zarówno ckliwej jak i brutalnej odsłonie, propozycja Kanadyjczyków, zawarta w raptem czterech utworach może okazać się sporym zaskoczeniem i wykładnią tego co ciekawego dzieje się w ekstremie.

Oczywiście, gatunkowi puryści, zwolennicy undergroundu w jego czystej postaci, a przede wszystkim, wyznawcy metalu samego w sobie, będą psioczyć, doszukiwać się niepotrzebnych gejowizn, wtrętów rodem z płyt najbardziej tandetnych metalcore’owych ekip, a czytelnicy ceniący sobie dobry blast, zamiast miliony sweepów na gitarze, zleją tę ep-kę ciepłym moczem. Bywa i tak, choć ręczę za ekipę Hold Tight PR, gówna pod swoje skrzydła nie biorą. Niestety, jedna rzecz w tym zespole mocno mierzi. The Parallel Band

Mianowicie, to, co stanowi najsłabszy punkt zespołu, czyli jednowymiarowy wokalista, który jest w pełni słuchalny dopiero w momencie gdy rezygnuje z growli na rzecz screamów w średnich rejestrach. Niefortunnie stojący za mikrofonem Matt Johnston ma dwóch kolegów do pomocy i ciężko stwierdzić, który ratuje sytuację, a który znacząco obniża loty The Parallel. Gdyby obedrzeć ten materiał ze słabej maniery wokalisty/ów, „Embark” byłoby jedną z najlepszych, progowych rzeczy 2015 roku. Jak na debiutantów, grających zupełnie niepotrzebnie na trzy gitary niczym Periphery, z łatwością przychodzi im pisanie pogmatwanych, acz czytelnych i zapamiętywalnych utworów. Z tej mąki zdecydowanie będzie chleb i jeszcze o nich usłyszymy.

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy i pół