THE MONOLITH DEATHCULT – Tetragrammaton (Season Of Mist)

Może oni i nie są do końca normalni, nie traktują do końca poważnie siebie oraz gatunku, do którego są zaliczani, ale muzykę tworzą po prostu kapitalną. I, jak pokazuje oznaczony w dyskografii numerem pięć „Tetragrammaton”, nie lubią stać w miejscu.

Holenderska bestia, której ponad 10 lat temu nadano miano The Monolith Deathcult, wpisze się tym albumem na stałe do historii gatunku. Nie tylko w swojej ojczyźnie, lecz w skali globalnej. Wprawdzie na swojej witrynie zespół pisze, że jego członkowie talent muzyczny mają znikomy, ale wiadomo, iż w ogóle prawdy nie ma w tym. Technicznie są świetni, jako kompozytorzy też sprawdzają się wybornie. Aczkolwiek „Tetragrammaton” to materiał, który działa dwojako – albo wchodzi od strzała, albo zmęczy i odrzuca. Albo poświęci się parę godzin (krążek trwa ok. 60 minut) na zgłębienie wszystkich smaczków, albo to kombinowanie w stylu holenderskim od razu zmęczy i znuży. Tertium non datur, jak mówili klasycy.

Ilością pomysłów w samym tylko pierwszym kawałku „Gods Among Insects” można by obdzielić całą płytę niejednego wykonawcy. The Monolith Deathcult chyba postanowili popisać się swoją muzyczną erudycją i ślady wszelkich źródeł inspiracji zawrzeć. Jeśli myśleliście, że „White Crematoruim 2.0” miało ich dużo, czeka Was niemały szok. Gdybym chciał się pobawić w etykietowanie muzyki Holendrów napisałbym, że to wagnerowski death metal. Bo „Tetragrammaton” jest bardzo rozbudowany, potężny, podniosły, przytłaczający majestatem orkiestracji. Także mroczny i wściekle brutalny, ale w paru miejscach mający w sobie również pierwiastki industrialnego grania w stylu starego Ministry, Skinny Puppy, całkiem sporo wtrętów etnicznych pochodzących z Orientu. Przychodzi Wam w tym momencie na myśl Nile? Dobrze, trafne skojarzenie. Choć Amerykanom daleko do poziomu zróżnicowania, jaki osiągnął The Monolith Deathcult na piątym krążku. Chwilami pachnie tandetnym wampirycznym rozdmuchaniem à la Cradle Of Filth, zwłaszcza gdy pojawiają się narracje, ale trwa to na tyle krótko, że nie umniejsza wysokiej oceny albumu.

Szkoda, że z takim opóźnieniem recenzja się pojawia, ale lepiej późno niż wcale. Zdecydowanie trzeba takie płyty wyróżniać, komplementować takie zespoły jak The Monolith Deathcult. Dzięki nim death metal jest ciekawym, rozwijającym się gatunkiem. Przy okazji, tytułem „Aslimu!!! All Slain Those Who Bring Down Our Highly Respected Symbols To The Lower Status Of The Barren Earth” zespół zgłosił akces do rywalizacji o najdłuższy tytuł utworu w death metalu. Ciekawe jak odpowie na to wyzwanie Nile.

Lesław Dutkowski

Pięć i pół