THE KOREA – Saturnus

Rosyjscy prog – metalowcy z The Korea od kilku dni próbują zawojować nasz kraj. Niestety, z mizernym skutkiem, a szkoda, bo wśród mniej lub bardziej technicznych i brutalnych aktów z St. Petersburga i okolic, to właśnie The Korea wypada najciekawiej – bo w bardziej przystępnej konwencji.

Rosyjska wizja djentu jest o tyle intrygująca, że stanowi egzotykę dla wszystkich zwolenników nurtu. Jasne, że Internet pomaga wszystkim kapelom w promocji, ale biorąc pod uwagę niemal nieistniejący w Federacji Rosyjskiej oficjalny rynek muzyczny, twór taki jak The Korea znacząco wybija się ponad i tak ogólną, wysoką normę, zasługując na międzynarodowy aplauz. To, co prawda, jedynie poniekąd zapewnia dystrybucja ich materiałów dzięki amerykańskiej oficynie wydawniczej. Jednakowoż, to wciąż za mało. Stąd wojaże po Starym Kontynencie, w tym i u nas.

„Saturnus” to trzy premierowe utwory w wersji angielskiej oraz rosyjskiej. Balansujące pomiędzy dokonaniami rxyzyxr a Periphery i Tesseract. Jednocześnie, panowie mają w sobie coś co można nazwać „rosyjskim szlifem”, ów pierwiastek nietuzinkowości. Odkąd pamiętam, kapele ze wschodniej części kontynentu brzmią po prostu inaczej, i nie jest to wyłącznie zasługa samego języka – który praktycznie za każdym razem, czy to deathcore czy melodyjny metalcore (Kambodge, Stigmaga) robi przysłowiową robotę.

A co w The Korea podoba mi się najbardziej? Wielowymiarowość kompozycji, inteligentne aranże, dobrze wyważona brutalność i ten „rosyjski” sound, o którym wspominałem wcześniej. Pewnie, że w tym nurcie praktycznie wszyscy brzmią tak samo (bo każdy producent/realizator używa tych samych wtyczek VST), ale na wschodzie jest jednak nieco inaczej, surowiej w stosunku do tego co robi się np. w Szwecji, USA czy UK. Z trzech utworów, składających się na „Saturnus”,  do gustu wybitnie przypadł mi dość krótki bo trwający niecałe 3 minuty „Poles”. Numer wieńczący wydawnictwo i nie ukrywam, że rozbudzający smaki na więcej. O tym, czy Korea rzeczywiście czaruje zarówno melodią, techniką jak i spokojniejszymi fragmentami, które są tutaj najmocniejszym punktem (nie tylko „Poles”), przekonam się już za kilka dni. Póki co, gwałcę te trzy utwory i chylę czoła przed jak zawsze wspaniałymi i pełnymi pomysłów instrumentalistami z Rosji.

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy