THE GROTESQUERY – The Facts abd Terrifying Testament of Mason Hamilton: Tsathoggua Tales (Cyclone Empire)

Nie wiedziałem, że Szwedzi mają skłonności do barokowych rozwiązań, ale po tytule drugiego albumu The Grotesquery, „The Facts abd Terrifying Testament of Mason Hamilton: Tsathoggua Tales” wnoszę, że nie powinno mnie to absolutnie dziwić. Twórcy „Tales of the Coffin Born” absolutnie nie spuszczają z tonu, ale – co może rozczarować kilku wielbicieli szwedzkiego metalu śmierci – nie wychylają się poza to, co zrobili na debiucie, ani na centymetr.

Tak, można powiedzieć, że „Tsathoggua Tales”, poza niesamowicie rozbudowanym, lovecraftowskim konceptem nie oferuje niczego nowego. To cały czas niezwykle przebojowy death metal oparty o średnie tempa, z wplecionymi w riffy przyzwoitymi melodiami. Momentami mam wrażenie, że słucham zespołu wychowanego na Entombed, który z chęcią sięgnąłby i po estetykę Autopsy, i po melodykę wczesnego Death, zachowując przy tym chrzęszczące brzmienie rodem z krążków Six Feet Under. Może wszystko to nieco zbyt monotonne, bo The Grotesquery zachowuje się bardziej żwawo niezwykle rzadko. Rozumiem, że Cthulu gramoli się ze swych leży na pozór bardzo wolno, ale Szwedzi ani nie obracają się w cmentarnym gatunku metalu, ani nie czuć w ich muzyce ciężaru, którym przygniatają walcowate riffy. Rozrywana zwolnieniami galopada w „Psychopompos Lamentations for a Dying World” to trochę mało, jak na trzy kwadranse muzyki, ale na szczęście współgranie średnich temp i melodii w „The Madness (of Mason Hamilton)”, groove’u i rozbujanej przebojowości w „Arrival: Tomb of Toads”, czy gniotących riffów „Entrapped Within Atlach-Nasha’s Web” dość udanie maskują ten mankament. Niestety, z drugiej strony pewna monotonia tempa nie pozwala cieszyć się „Tsathoggua Tales” bez znużenia zbyt długo, bo już po kilku przesłuchaniach gdzieś ucieka klimat historii, którą The Grotesquery starało się snuć przy pomocy dźwięku i znakomitych wokali Kama Lee. To jednak trochę za mało, żeby dało się wejść do kanonu szwedzkiego metalu…

Czy dało się przy tym, mimo wszystko, zachować przyzwoitość? Tak, ale na pewno nie uda się Szwedom przeskoczyć ustalonego odgórnie poziomu, choć za sprawą historii szaleństwa niejakiego Masona Hamilton wyraźnie zdradzali takie aspiracje. Może poprzeczka nie wisi specjalnie wysoko, ale The Grotesquery dość niezgrabnie zabiera się do jej przeskoczenia, a nawet gdy wydaje się być blisko ostatecznego sukcesu, to chwilę później strąca ją niezgrabnym ruchem. Historię napisali na piątkę z plusem, otoczka muzyczna utkwiła gdzieś w martwym punkcie pomiędzy debiutanckim „Tales of the Coffin Born” a „The Facts abd Terrifying Testament of Mason Hamilton: Tsathoggua Tales” .

Dooban