THE GROTESQUERY – Tales of the Coffin Born (Cyclone Empire)

Kogóż my tu znowu mamy? No, tak – Kam Lee i Rogga Johansson kontynuują swój ciąg na bramkę w kolejnej ekipie gwiazd lokalnego death metalu. Tym razem do współpracy skaptowali panów Berglunda i Helgetuna, których pewnie będziecie pamiętać z Demiurg, Ribspreader czy Paganizer. Brzmi zachęcająco? Jasne, ale w przypadku niemalże bliźniaczego Bone Gnawer było przecież podobnie.

Nie wiem, być może debiut The Grotesquery zawiera po prostu odmianę death metalu, która lepiej mi wchodzi, ale „Tales of the Coffin Born” robi mi po prostu o niebo lepiej, niż debiut wspominanego na wstępie projektu. Debiut Szwedów jest po prostu bardziej zróżnicowany i mimo wszystko przebojowy. Bo jakże inaczej traktować cudnie walcujące „Necromantic Ways” i „Nightmares Made Flesh”, między które muzycy wpletli śmierć metal spod znaku debiutu Inveracity („Sins of His Father”) czy nieco wyeksploatowanej już formuły Six Feet Under. Na szczęście The Gortesquery zdarza się grzeszyć skokami w stronę klimatycznego brzdękania, jak chociażby w końcówce „Sepulchar macabre” czy otwarciu wieńczącego dzieło „Fall of the House of Grotesque”. Niby niewiele, ale nie mam przy tym wrażenia wtórność i monotonii, które towarzyszyło odsłuchom przeciętnego debiutu Bone Gnawer. Być może ‚Tales of the Coffin Born’ nie zawiera materiału jakościowo lepszego, ale z pewnością jest to płyta o wiele ciekawsza od omawianego gdzieś obok „Feast of Flesh”. O tym, że praca gitar Johanssona i wokal Kama są tu klasą samą dla siebie chyba nie muszę wspominać, ale – jak pokazuje przykład Bone Gnawer – nawet takie tuzy nie zawsze potrafią wykorzystać swój potencjał.

„Tales of the Coffin Born” to bardzo bezpieczna płyta jeśli zestawimy ją z ogólną kondycja światowego death metalu. Cieszy fakt, że po nijakim „Feast of Flesh” kolejny projekt duetu Kam Lee – Rogga Johansson podniósł rogaty łeb z o wiele większą werwą. Nikt z was nie orżnie zbroi słuchając The Grotesquery, ale w tym gatunku także potrzebna jest solidna druga liga. I nic więcej.

Dooban