THE GREAT OLD ONES – EOD: A Tale Of Dark Legacy (Season of Mist)

„EOD: A Tale Of Dark Legacy” to zdecydowanie za długa płyta. Gdyby trwała półtorej minuty – a trwa niemal trzydzieści razy tyle – już teraz okrzyknąłbym ją płytą roku i bił po pysku każdego, kto śmiałby twierdzić inaczej.

Owe półtorej minuty to końcówka „The Shadow Over Innsmouth”. Ten jeden, jedyny riff, skrzętnie przykryty przez drugą gitarę i sekcję, subtelnie i nie nachalnie wygrywający straceńczy marsz, dał mi na ten krążek olbrzymie nadzieje. Ten prosty przecież zabieg był niczym światełko w tunelu, świadczące, że trzeci album w karierze Francuzów może być wreszcie tym albumem, który wypchnie ich gdzieś tam z drugiej ligi zakapturzonego black metalu. To było jednak tylko kilkadziesiąt sekund iluzji, które i tak zaginą wśród przeciętności „EOD: A Tale Of Dark Legacy”.TGOO

Dokładnie – trzecia płyta The Great Old Ones jest po prostu przeciętna. Lawiruje sobie między oklepanymi patentami tzw. atmosferycznego black metalu a charakterystycznymi dla „nowoczesnego” black metalu ucieczkami w stronę post-rocka (dość rzadkimi, na całe szczęście). Generalnie jednak Francuzi grzęzną na mieliznach braku pomysłu na jakiekolwiek pociągnięcie tego albumu, nie mając żadnego sposobu, by w ogóle spróbować z tego wybrnąć. Jedynym wyjątkiem jest od samego początku agresywny i pełny pasji, wspomniany już „The Shadow Over Innsmouth”, oprócz tego The Great Old Ones stać co najwyżej na pojedyncze przebłyski. Niezły jest szybki, klasyczny w wydźwięku riff od połowy „The Ritual”, pewną odskocznię stanowi też – nie sądziłem że kiedykolwiek mi to przejdzie przez palce – solówka z „In Screams And Flames”. Na swój sposób mogą być tez interesujące próby scalenia albumu rozbudowanym „Mare Infinitum”, który jednak wpada po kolana w obciach a’la środkowy Emperor. Wciąż warto podkreślić, że są to tylko próby. Albumowi nie pomagają ani niezłe nawet aranżacje, upychanie tu i ówdzie różnego rodzaju przeszkadzajek i dodatkowych dźwięków, ani – to przede wszystkim szkoda – fajnie brzmiące, stosunkowo brudne gitary. Wszystko to rozbija się o niezbyt naturalną pracę sekcji i nieco zbyt płaskie, pozbawione wyrazu brzmienie. Nadal są to jednak właściwie detale, natomiast meritum sprawy – czyli brak dobrych kompozycji – boli najbardziej i to sprawia, że za wyjątkiem tych pierdolonych kilkudziesięciu sekund z pierwszego utworu, których nigdy chyba temu zespołowi nie daruje, The Great Old Ones musi nadal oglądać plecy bardziej rozgarniętych kolegów. Przy „EOD: A Tale Of Dark Legacy”, podobna stylistycznie „Hope” Mord’A’Stigmata bardzo dużo zyskuje.

W sumie, to przy „EOD: A Tale Of Dark Legacy” zyskuje dużo podobnych stylistycznie płyt.

Michał Fryga

Trzy

 

BrutalAssault12

     THE GREAT OLD ONES ZAGRAJĄ NA TEGOROCZNEJ EDYCJI BRUTAL ASSAULT 09.08-12.08 ZAPRASZAMY!