THE GHOST INSIDE – Get What You Give (Epitaph Records)

Jedna z najważniejszych tegorocznych premier w katalogu Epitaph Records, a i w świecie modern hc również, czyli nowy album The Ghost Inside to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Nie wiem czym kierowali się włodarze Epitaph podpisując deal z grupą pod wodzą Jonathana Vigila, ale cokolwiek to było, mam nadzieję, że wywindują ten band na poziom jakim pochwalić się mogą muzycy Parkway Drive czy Bring Me The Horizon. Byle nie musieli się o nic martwić, a jedyne czego się od nich wymaga, to grania po prostu dobrej muzyki.

„Get What You Give” to rozwinięcie stylu znanego z genialnego i niemal niemożliwego do przebicia „Returners”. Pojawienie się czystych wokali (zasługa Vigila!) to niemała niespodzianka, ale przyznać trzeba, że w zalewie breakdownów i hymnicznych gang shouts, ta nowość znacząco odświeża muzykę The Ghost Inside. Oczywiście, śpiew pojawia się fragmentarycznie, ale refreny po prostu zabijają. To dzięki pomocy frontmana A Day To Remember, który pomógł napisać odpowiednie linie melodyczne, no i… skoro idzie lato to warto wrócić również do tego zespołu. Przed wydaniem „Get What You Give” w sieci pojawiło się sporo kontrowersji odnośnie nowego oblicza zespołu (m.in. przez śpiewany „Engine 45”) ale uspokajam – The Ghost Inside nadal doskonale wie jak przyłożyć do pieca („The Great Unknown, najlepszy na płycie, rozpędzony „Test The Limits” czy miażdżący ciężarem „Dark Horse”, no i walący w pysk z gościnnym udziałem Andrew, krzykacza Comeback Kid – „Face Value”).

Tekstowo Jonathan wzniósł się na swoje wyżyny, o ile przeważnie liryki Vigila były (raczej) pozytywne, tak na „Get What You Give” pojawiło się kilka autorefleksji i nostalgii („White Light”). Co jak co, ale choć nieczęsto się do tego przyznają, Bóg również mocno wierzy w The Ghost Inside. Tak jak i oni w niego.  Tak trzymać.

Grzegorz „Chain” Pindor