THE GATES OF SLUMBER – Stormcrow (Scion A/V)

W maju miną dwa lata od ukazania się „The Wretch”, jednej z najmocniejszych, doom metalowych płyt roku 2011. Aby osłodzić oczekiwanie na szósty, duży album, amerykańskie trio opublikowało półgodzinną epkę, która podtrzymuje znakomity poziom ostatnich wydawnictw. Pięć numerów, które ukazały się na „Stormcrow” to jedne z najlepszych kompozycji w bogatym dorobku zespołu z Indianapolis.

Aktywnych kapel, które do perfekcji opanowały klasyczne, heavy doom metalowe rzemiosło, zapoczątkowane przez Saint Vitus, Pentagram, Candlemass czy Trouble, jest kilka. Wśród nich na pewno są Grand Magus, Lord Vicar i właśnie The Gates of Slumber. Amerykanie od wydanego w 2004 roku debiutu „…The Awakening” konsekwentnie i pewnie kroczą ścieżką epickiego, tradycyjnego grania, zorientowanego przede wszystkim na monumentalne riffy. Najtrudniej posługiwać się prostymi środkami wyrazu, ale to nie jest problem TGOS. Na przestrzeni ostatniej dekady wydali pięć długograjów oraz pięć epek. Nie cierpią na deficyt pomysłów, ani twórczą impotencję. Właściwie każde ich nagranie to strzał w dziesiątkę.

Przygniatający ciężar gitary Karla Simona, lidera kapeli, jego zawodzący głos oraz bulgoczący bas i potężna perkusja to znaki rozpoznawcze TGOS. Człapiące tempa, przeszywające solówki i organiczne, żywe brzmienie „Stormcrow” to kwintesencja stylu Amerykanów. W osiągnięciu celu pomógł ponownie Sanford Parker, który produkował już ich wcześniejszy album „Hymns of Blood and Thunder” i po raz kolejny odwalił kapitalną robotę.

Nie ma na „Stormcrow” kawałków lepszych i gorszych. Wszystkie pięć to doskonałe, doom metalowe salwy, zgniatające swoim ciężarem i przybijające melancholijną atmosferą. The Gates of Slumber rządzi. Jest królem, a ja jego poddanym.

Adam Drzewucki

Pięć