THE DRIP – A Presentation Of Gruesome Poetics (Relapse)

Być może słyszałeś o tym hordzie gdzieś w okolicach 2012, kiedy wydali pierwszy materiał nazwany krótko i zwięźle „Wasteland”, co mogłoby zobrazować gatunek jakim parają się panowie z Waszyngtonu. Relapse Records i tym razem przyszlo im z pomocą wydając właśnie nowego potwora o imieniu „A Presentation Of Gruesome Poetics”. Zaraz się dowiemy czy typom z The Drip, bo o nich będzie teraz mowa, udało się zaprezentować okropną poetykę na swoim nowym mini-albumie. Do ataku!

Ja pierdolę – tyle mogłem z siebie wykrztusić po pierwszym przesłuchaniu tych sześciu kawałków, być może do kupy składających się na ok. 15 minut skondensowanego, jak mleko w tubce, ale ohydnego i śmierdącego jak rozkładające się zwłoki, grind/death metalu. Przyznam, że byłem w lekkim szoku. Płyta od razu postawiła mnie na nogi, zaraz po tym jak postanowiłem uciąc sobie drzemkę po ledwo zjedzonym popołudniowym obiedzie. Jakoś tak wyszlo, że zaczałem całą przygodę z kolejnym The Drip od drugiego tracku „Rise To Failure”, co za moc! Po chwili mialem ochotę zdemolować pokój, w którym akurat urzędowałem, zwolnienie sieje tam swoiste spustoszenie. Podobnie jest w przypadku „Black Screen” i „Siren”, moje zdecydowane typy na tym krążku. Cholernie dobry jest też ostatni „Lash In, Lash Out” – wolny numer genialnie kończy niedugi, ale tłusty materiał. Mosh, mosh i jeszcze raz mosh. Piękna sprawa.The Drip Band

The Drip to band, który dobrze wie jak dolać oliwy do ognia, rozwijając ultraszybkie tempa, po to by zaraz wyhamować bez pisku opon. „A Presentation of Gruesome Poetics” to naprawdę klasa, jeśli chodzi o podnoszenie ciężarów, jak ja lubię takie granie! Serio, ten album jest jak kolt nabity sześcioma kulami z odbezpieczonym kurkiem, wystarczy pociagnąć za spust, żeby sobie wpakować cały magazynek  prosto w łeb. Jedyne co może delikatnie drażnić to brzmienie, może nazbyt selektywne i wymuskane jak na grind core, z drugiej strony jak na death metal jest niby ok, mimo wszystko przydałaby się tam porządna dawka syfu, prosto z osiedlowego kontenera na śmieci. Ale nie oszukujmy się, nie ma co szukać dziury w całym, jest dobrze i niech tak zostanie.

Sam Tromsa

Pięć