THE CUFFS – Blood, Rhythm&Booze (Spook Records)

Muzyka imprezowa ma w Polsce długą tradycję, ale głównie kojarzy się – niestety – z niewydarzonymi projektami w stylu Bregovića i Kayah. Okazuje się jednak, że muzycy wywodzący się ze środowisk hc/punk dysponują często wcale nie mniejszym, weselnym potencjałem. Najświeższy przykład – najnowsza, trzecia płyta The Cuffs…

Nie mamy Turbonegro, nie mamy Backyard Babies, Volbeat i Mustasch. Bo i po co, skoro mamy The Cuffs. Wiem, że takie porównania nie są do końca trafione, ale w temacie imprezowej, rock’n’rollowej napierdalanki, mającej u podstaw solidny, niemal punkowy fundament i śmierdzącej na milę Skandynawią, The Cuffs dzierżą palmę pierwszeństwa. Trudno zresztą uniknąć takich porównań, skoro sam zespół nie pozostawia wątpliwości, uderzając na początek hiciorem zatytułowanym „Helsinki Sweden”… Potem jest jeszcze lepiej, czyli bardziej wesoło, zadziornie, z duchem AC/DC, Motorhead czy Ramones unoszącym się nad jazgotem Kajdanek. Jako, że kawałków na płycie jest całe mnóstwo a dodatkowo zamieszczono tu ep – kę „Conspiracy” z 2009 roku, skupię się tylko na tych numerach, które osobiście mnie sponiewierały. W kolejności będą to chamski „turbonegros” „Kill Again”, mocarny „Snake Kiss Romance”, porywający hard rock „Graves, Cars and Shakespeare” i knajpiany „Whispers”. Reszta zlewa sięw jeden wielki, imprezowy hałas, gdzieniegdzie kłaniający się country, zawsze jednak porywający do zabawy. Taka płyta to skarb w podróży i lek podczas porannej rozgrzewki przed ciężkim dniem w pracy. Całość została pięknie opakowana w stylową okładkę, co jeszcze bardziej poprawia humor i przekonuje do zakupu fizycznej wersji płyty.

Cóż można dodać – dobre riffy, umiarkowane, choć wyraźne melodie, proste aranże, humor i rock’n’roll. Słuchać głośno, pić piwo i wódę. I dobrze mi się tu bawić!

Arek Lerch 4