THE ANSWER – New Horizon (Napalm Records)

To już czwarty raz, kiedy Irlandzki The Answer atakuje nas swoją muzyką. Grupa istnieje od 2000 roku i cieszy się sporym powodzeniem, choć nadal nie rozumiem, dlaczego za przyszłość rocka uważa się rodaków z Black Star Riders, zachwyca odnowicielami – ponoć – metalu Avenged Sevenfold i macha główką do The Darkness, zamiast bić pokłony przed The Answer właśnie. Szczególnie teraz, kiedy zespół ma na koncie świetną, kipiącą rockowym żarem płytkę „New Horison”.

Nigdy nie byłem w stanie zrozumieć, jakimi kryteriami kieruje się muzyczny biznes wybierając na piedestał jednych a zapominając o drugich. Jasne, zdaję sobie sprawę, że The Answer nie należą do ostatnich, sporo się o nich mówi, jednak wydaje mi się, że zdecydowanie za mało, zważywszy na ich rasę i dogłębne przesiąknięcie rockiem, głównie starym. Jeśli ktoś jest tu odnowicielem klasycznego, gitarowego łomotu w wydaniu bardzo tradycyjnym, to właśnie The Answer.

Nowa czwarta płyta broni się przede wszystkim świetnym rzemiosłem. Wszystko hula tu dokładnie tak jak powinno, z zachowaniem norm i kanonów, choć i w takich ramach zespół robi jakieś drobne odskocznie, bawiąc się konwencjami. Przede wszystkim jednak dostajemy do rąk płytę, na której grupa wyraźnie opowiada się po stronie starego, dobrego hard rocka, grając go z taką świeżością, że dech zapiera. Ciekawe jest to, że zespół owo odświeżenie czasami realizuje za pomocą zaskakujących środków, jak np. w „Leave With Nothin”, gdzie funkowe zwrotki jako żywo przypominają wczesne dokonania Ugly Kid Joe i to zestawienie z hardrockową podstawą daje nadspodziewanie fajny efekt. Podobnie zaskakuje niemal Rage’owy groove w „Concrete”. W większości przypadków mamy jednak do czynienia z podszytym niesamowicie wyrazistą melodyką rockiem, prostym formalnie, choć granym z odpowiednim rozmachem (przebojowy „Speak Now”). Z wyczuciem konstruowane są fragmenty balladowe („Call Yourself A Friend”), w których zespół z dużym smakiem stosuje rozbudowany aranż, bez żenady balansując na granicy posądzenia o nadmierne pokłony w stronę chyba największej inspiracji grupy, czyli Led Zeppelin (słuchając „Baby Kill Me”, zastanawiam się, czy nie ukradli tego kawałka ze śpiewnika Page’a/Planta…). Z drugiej strony, co się dziwić, skoro w składzie mamy Cormaca Neesona, dysponującego jednym z lepszych, współczesnych rockowych głosów. Potrafi on zarówno zawyć w najwyższych rejestrach, jak i kłaść ciepłe, niesamowicie melodyjne i emocjonalne frazy. Słowem, człowiek – skarb. Pozostali panowie swoje rzemiosło znają nie gorzej i wychodzi z tego muzyka wpadająca w ucho, cholernie rasowa i dająca świadectwo piekielnemu kunsztowi kompozytorskiemu. Na dziesięć numerów z płyty jedynie „Somebody Else” wypada nieco blado, reszta to klasyki w każdym calu.

The Answer udaje się zatem trudna sztuka, jaką jest tworzenie w sposób świeży i porywający muzyki znanej i zgranej do bólu. Mają wszystko co trzeba – umiejętności frontmana, jakie dzisiaj coraz rzadziej się spotyka, wrodzoną, choć delikatną rubaszność zamiast współczesnej, shoegaze’owej blazy, tryska z nich energia i zdają się nie dostrzegać że mamy rok 2013. Axl Rose powinien czym prędzej udać się do nich na terapię. „New Horison” (opatrzony znakomitą okładką zmarłego w tym roku, świetnego grafika Storma Thorgersona) nie jest może nowym „Appetite For Destruction”, ale mierzy bardzo wysoko. Ja w to w każdym razie wierzę…

Arek Lerch

Pięć