THE AMAZING – Ambulance (Partisan Records)

Miejsce, w którym żyjemy determinuje nasz sposób patrzenia na świat, a ten wpływa znacząco na tworzoną muzykę. Czy gdyby Tony Iommi urodził się w Kalifornii, a nie w Birmingham, grałby takie ponure riffy? Czy gdyby Josh Homme nie mieszkał na pustyni, grałby pustynnego rocka? Chyba nie. Dlatego kiedy po raz pierwszy usłyszałem The Amazing, pomyślałem, że pochodzą z jednego z deszczowych miast na Wyspach. Błąd. To Szwedzi.

No i w sumie by pasowało – Szwecja jest prawdziwą wylęgarnią kapel grających „retro” muzykę. The Amazing niewątpliwie inspiruje się zarówno latami 60., jak i 70., ale robi to z głową, zachowując własną tożsamość –słyszymy sporo Pink Floyd, Neila Younga czy Nicka Drake, ale miejscami nasuwają się też skojarzenia z twórczością Marka Kozelka czy The National, wszystko to jednak podane tak, że nie sposób pomylić The Amazing z niczym innym. Utrzymana w odcieniach szarości okładka „Ambulance” dobrze oddaje atmosferę płyty. Zapyziałe, ponure brytyjskie miasteczko w okresie największych mgieł i deszczów.

Nie jest to typowy psychodeliczny folk. Od strony instrumentalnej ta muzyka jest wypieszczona, nie stanowi tylko tła dla śpiewającego Christoffera Gunrupa. Transowe, oszczędne brzmienie świetnie zgrywa się z delikatnym, ciepłym głosem wokalisty, który raczej zbyt szerokiej skali głosu nie ma, ale nadrabia barwą. Gunrup brzmi nieco monotonnie, co może drażnić, ale to nieodzowny element tej muzyki, nadający jej melancholijnego posmaku. Najbardziej podobają mi się jednak momenty, w których The Amazing wychodzi ze swojej roli i zapędza się w inne rejony muzyczne – dzieje się tak w nieco trip-hopowym utworze „Blair Drager”, w którym słyszymy bujającą sekcję rytmiczną oraz sporadyczne gitarowe jęki. Więcej jest jednak momentów bardzo folkowych – w dwóch ostatnich utworach, „Moments Like These” oraz „Perfect Day For Shrimp”, Gunrupowi akompaniować mogłaby równie dobrze sama gitara. Są to numery odmiennie od reszty, choćby pod względem nastroju – szczególnie „Moments Like These”, brzmiący wesoło i banalnie. Dobrze, że taka kompozycja tam się znalazła, i dobrze, że akurat w tym miejscu, kiedy smutne zawodzenie zaczynało już nużyć.the amazing

Po pierwszym przesłuchaniu „Ambulance” nasunęły mi się skojarzenia z The National, gdzie także dominuje smutek i melancholia. Jednak w przypadku Amerykanów wszystko podane jest na tacy. Słuchając The Amazing trzeba czytać między wierszami, trzeba zanurzyć się w ten gęsty, narkotyczny folk, nawet jeśli przyjdą chwile zwątpienia, a przez głowę przeleci pytanie „ile można, do cholery, smęcić?”. Nie chcę napisać, że to trudna płyta. Jest bardzo transowa, a przez to momentami monotonna. Brakuje choćby jeszcze jednego momentu w stylu „Blair Drager”, który wytrąciłby słuchacza z równowagi. Ale nie ma co narzekać, trzeba chłonąć klimat. W końcu jesień tuż, tuż, to i do nas pogoda rodem z Wysp zawita.

Paweł Drabarek

Cztery