THE ALBUM LEAF – Between Waves (Relapse)

Dwanaście lat mija od największego sukcesu The Album Leaf, czyli płyty „In a Safe Place”. W międzyczasie były jeszcze dwa krążki, a pod własnym nazwiskiem Jimmy LaValle nagrał także świetny „Perils From The Sea” we współpracy z Markiem Kozelkiem oraz ścieżkę dźwiękową do filmu „Spring”. „Between Waves” to kolejna porcja oszczędnej, zahaczającej o post rock elektroniki. Trochę melodii, trochę hałasów, perkusyjne sample, a to wszystko podlane ambientowym sosem.

LaValle od lat robi swoje. Ta płyta również nie jest dla niego żadnym przełomem. Drobne różnice słychać, bo krążek jest jeszcze bardziej elektroniczny, ale generalnie mamy na nim wszystko to, co znaleźć mogliśmy na poprzednich nagraniach. Kompozycje budowane są powoli, a ich szczyt następuje zazwyczaj pod koniec, kiedy to robi się bardziej gęsto, bardziej intensywnie. To nie muzyka instrumentalna, bo w kilku utworach pojawiają się wokale, ale zdecydowanie nie są najważniejszą częścią tej płyty i w zasadzie mogłoby się bez nich obyć. Twórzość LaValle’a często wykorzystywana jest w reklamach, a sam artysta chętnie pisze ścieżki dźwiękowe do filmów i to słychać. Te dźwiękowe kleksy, perkusyjne sample, miejscami odhumanizowane brzmienia pasują idealnie do ilustrowania różnorakich obrazów.band

Naturalne są porównania The Album Leaf do Sigur Rós. Wszakże uczestniczyli oni w sesji nagraniowej „In a Safe Place”, a echa ich twórczości pobrzmiewały także na kolejnych płytach solowego projektu LaValle’a. Na „Between Waves” inspiracje Islandczykami nie są aż tak słyszalne. Nie ma tutaj tej charakterystycznej przestrzeni, muzyka jest znacznie bardziej oczywista. No i  LaValle poszedł zupełnie w elektronikę.

Poprzedni krążek, wydany 6 lat temu „The Chours Of Storytellers” przenosił nas gdzieś w okolice kanadyjskiej albo syberyjskiej tajgi. Było w tej muzyce znacznie więcej miejsca, ale także chłód, który na „Between Waves” zastąpiły ciepłe, elektroniczne dźwięki. To płyta nieco inna niż poprzednia, ale… wciąż podobna. Słychać tutaj charakterystyczne wibracje, ten flow, dbałość o melodię i detale. To kolejny drobny kroczek naprzód. Krążek nie odniesie sukcesu na miarę „In a Safe Place”, ale jest kolejną mocno pozycją w dyskografii The Album Leaf. Chyba najbardziej radosną. Mgła się rozproszyła, smutek odszedł, a łzy wyschły. Świeci słońce i jest fajnie.

Paweł Drabarek

Cztery i pół