TESTER GIER – Speed Metal (Spook Records)

Nie żyje Świniopas, narodowy propagator jakże szczytnej idei „play fast or die”. Nie płaczmy jednak, bo na jego zgliszczach powstał nowy twór o jakże intrygującej nazwie Tester Gier. Nowa nazwa, parę nowych twarzy, ale idea pozostała. Jeśli ktoś polubił „Eat Pizza Or Die”, polubi debiut nowego, śląskiego crossover’owego bękarta. Zapraszamy do świata piwa, szybkich piosenek, krótkich spodenek, Commodore C64 i… pizzy. Nadal.

Kwestię śmierci i narodzin nowego zespołu omówiliśmy już w wywiadzie, czas zatem zapoznać się z płytą. Będzie dobrze, o czym świadczy już okładka wielkopomnego dzieła. Operowanie kiczem w tym przypadku nie oznacza bynajmniej kpiny, bo, jak zauważają sami muzykanci w kawałku „Tester Gier na Commodore C64” – mogliby grać w stare gry cały czas a nowoczesność to po prostu syf. Podobny hołd stał się zresztą udziałem hokeja („Krew na tafli”). Potraktujmy to zatem jak metaforę sentymentu za minionymi latami 80 – tymi, czym zespół wpisuje się w pewien retro nurt, panujący w niektórych, młodzieżowych środowiskach. Skoro jednak padło już słowo „kpina”, muszę wspomnieć o… przedchrześcijańskiej Polsce, czyli jajcarskim potraktowaniu narodowej świętości metalowców – Behemotha, więcej zdradzał nie będę. Inna sprawa, że mamy tu także sporo twardego stąpania po ziemi i zmagania się okrutną rzeczywistością („Członek korporacji”), na którą jednym lekarstwem jest zimne piwo i dobra impreza („Piwo w żyłach” z gościnnym ficzuringiem kolegów z Terrordome), która pozwala zapomnieć, że trzeba wstawać w poniedziałek na szychtę. Temu ostatniemu zagadnieniu został poświęcony kawałek „5.30”, dodatkowo wzmocniony użyciem gwary śląskiej – można ten ostentacyjny regionalizm ignorować bądź nie. Ja, jako Ślunzok z dziada pradziada, akceptuję i rozumiem.

Dużo było o przekazie, czas zatem zmierzyć się z muzyką. W stosunku do Świniopasa został tu wyraźnie wyeksponowany wątek punkowy, szczególnie w kontekście aranżacji. Czyli Wilczy Pająk zastąpiony jest – przynajmniej częściowo – przez TZN Xennę. Co nie zmienia faktu, że widmo DRI i Slayer unosi się nad płytką cały czas i nic tego nie zmieni, bo i po co. Sporo szybkiego, zwartego napierania („Tester Gier”, „Piwo w żyłach”), trafi się i blaścik („Ewa Farna”), gitarki zacinają aż miło, zaś punkowej werwy i blazy dodają zróżnicowane, chuligańskie wokale. Całość przelatuje dość szybko, bo i kawałki są krótkie (najdłuższy ma coś koło 2.50) a i dzieje się w nich trochę. Dużo zabawy i udzielającego się słuchaczowi luzu, który jest moim zdaniem niewymuszony i stanowi o świeżości tej płytki. Przede wszystkim jednak jest to muzyka wielce koncertowa i myślę, że na deskach zespół będzie fruwał. Jako, że grają też kawałki Świniopasa, liczę na nielichą zabawę. Okraszoną koniecznie piwem. Nie zapomnijcie ich zaprosić do swojej wioski. Nie taki Śląsk straszny jak go malują.

Arek Lerch

Cztery i pół