TESTAMENT – Dark Roots of Earth (Nuclear Blast)

Trochę z żalem stwierdzam, że „The Formation of Damntion” to lepszy krążek niż „Dark Roots of Earth”, aczkolwiek nie zmienia to faktu, iż nowa pozycja w dyskografii zespołu Alexa Skolnicka to rzecz na poziomie i tak nieosiągalnym dla innych ‘’thrasherów’’ a i pstryczek w nos raczej zbyt mocno wyhajpowanego Exodus.

Dziesiąty album Testament to festiwal porywających, ale chyba momentami aż zbyt melodyjnych solówek (Peterson tęskni za Dragonlord??), soczystych riffów (singiel „Pure American Hate” to tego najlepszy dowód i przy okazji, najlepszy utwór na krążku…) i gęstej pracy perkusji z naciskiem na szybkie partie z blastami (Gene Hoglan zawsze na propsie!). Oczywiście, w wolniejszych utworach – tutaj warto nadmienić balladę „Cold Embrace” – muzycy Testament radzą sobie równie dobrze, ale to, za co lubimy ten zespół, to thrash metalowe petardy, konkretne wyziewy jak „Man Kills Mankind”, „Last Stand For Independence”, czy potężny, walcowaty „Throne of Thorns” . Jedynie forma Chucka Billy’ego nieco mnie rozczarowuje, bom liczył na większą ilość growli, choć i tak to, co robi Indianin deklasuje innych śpiewaków. Ponownie chętnie pojechałbym po Exodusie, ale ileż można się pastwić.

Na koniec o produkcji. Dawno nie słyszałem tak dobrze brzmiącego, metalowego albumu; cóż, Andy Sneap to nadal światowa czołówka i choć Zeuss pewnie ukręciłby bardziej „masywny’’ sound, robota tego pierwszego jak zwykle powala. Same gary dosłownie i w przenośni mordują, a selektywność brzmienia gitar poraża intensywnością. Klasa sama w sobie. Jeden z kandydatów do miana albumu roku. Bez dwóch zdań, jeśli nie muzycznie, to brzmieniowo na pewno. Chociaż, z drugiej strony, pieron wie, co tak naprawdę dzieje się w stricte metalowej muzyce. Testament póki co na prowadzeniu.

Grzegorz „Chain” Pindor