TERROR – The Twenty Fifth Hour (Victory Records/Century Media)

Przed premierą najnowszego albumu Terror, Scott Vogel, lider zespołu i jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy hardcore’a, obwieścił, iż szósty krążek w trzynastoletniej karierze zespołu, będzie tym najwścieklejszym. Coś w tym jest, bo od czasu „Always The Hard Way” nie grali tak brutalnie. Oczywiście, każdy z krążków formacji z Los Angeles to konkretny cios w potylice, acz zdarzały im się bardziej przebojowe materiały z niemal hymnicznymi zaśpiewami. „25th Hour” jest wyjątkiem, gdyż jest to mocno skondensowane wkurwienie, zwarte i podane w formie czternastu krótkich pocisków, z których żaden nie trwa więcej niż dwie i pół minuty.

Promocja tego wydawnictwa zbiegła się z absencją Vogela na festiwalach i klubowych sztukach, w tym dwóch w Polsce. Za mikrofonem stanął David Wood, i szczerze mówiąc, jego interpretacje zarówno hitów sprzed lat, jak i nowych killerów, w tym przede wszystkim utworu tytułowego i singla „No Time for Fools” (będą sing-a-longi na koncertach) oraz hiper petardy „The Solution” dedykowanej wszystkim zmęczonym sceną, dają przykład uniwersalności muzyki Terror, niezależnie od tego, kto stoi za mikrofonem. Płyta oczywiście została nagrana z Vogelem, ale Wood ma swoje trzy grosze do dodania; bynajmniej nie tylko w materii basu, który wreszcie brzmi tak jak trzeba. U dużych marek, ten dość istotny w hardcorze element, często zostaje potraktowany trochę na „odwal się”. Aby zobaczyć różnicę, wystarczy odpalić nowy long No Turning Back albo wychwalane pod niebiosa „Non Stop Feeling” od Turnstile. Nie zmienia to jednak faktu, iż dwudziesta piąta godzina, to kawał naprawdę dobrze wyprodukowanego hc, walącego po pysku całym arsenałem podręcznikowych riffów, zaskakujących precyzją, a do tego miażdżących słuchacza potężnym rytmem okraszającym całą wkurwioną czternastkę. Terror band

Można by rzec, że szósty album Terror to kwintesencja tego zespołu. Pójdę o krok dalej. Jak na nich, i to, co dzieje się obecnie w Stanach, Vogel i spółka ponownie rozdają karty. Komu zaś przeszkadzają marketingowe zagrywki kapeli, niech skupi się na samej muzyce. Nie musicie chodzić w skarpetach Terror, ani zbierać darmowych prezerwatyw na koncertach. Nie oni pierwsi robią takie rzeczy, a mimo to, wciąż cieszą się w pełni zasłużoną estymą. Dowodów na to jest czternaście, z czego przynajmniej cztery („25th Hour”, „No Time for Fools”, dedykowane „bliskim” – „Both of You” oraz „Blinded By The Lights”) staną się stałym punktem koncertowego programu.

Grzegorz „Chain” Pindor

Cztery i pół