TERRA TENEBROSA – The Reverses (Debemur Morti)

Po debiutanckim „The Tunnels” świat awangardowej ekstremy usłyszał ciche pukanie do drzwi. Za sprawą „The Purging” Szwedzi wyraźnie już dobijali się do ekstraklasy. Tegoroczny album „The Reverses” nie musi zatem otwierać żadnych drzwi, bo te przed Terra Tenebrosa stoją już otworem. Wystarczy wejść i się rozgościć, co też zamaskowane trio uczyniło bez cienia skrępowania.

Powiem szczerze, że na obecną chwilę niewiele jest na scenie ekstremalnej grup, o których można bez wahania powiedzieć, że wnoszą coś nowego i innego. W przypadku Terra Tenebrosa tego rodzaju stwierdzenia są jak najbardziej na miejscu. Za Szwedami przemawia nie tylko oryginalność tworzonych dźwięków, lecz także dopracowany, sugestywny wizerunek, który – jak to widzę np. w przypadku Ghost – nie przebija się ponad muzykę. Muzycy Terra Tenebrosa wiedzą, że to ich własna twórczość jest najważniejsza, a cała reszta – nawet jeśli robi niemałe wrażenie – jest tylko podkreśleniem tejże, jej silniejszym zaakcentowaniem. Czymś, co razem ma przerażać. 06_CMYK

W porównaniu do poprzednich wydawnictw muzyka Terra Tenebrosa nie uległa znaczącej zmianie. Ciągle jest to stosunkowo oryginalne połączenie black metalu, słyszane przede wszystkim w partiach wokalnych i wyczuwalne w ogólnej atmosferze, z industrialną rytmiką i charakterystyczną dla post-metalu pracą gitar – no, przynajmniej w większości. Szwedzi zdają się nieco mniej eksperymentować, odpuszczają obecne wcześniej drone’y, bardziej zdecydowanie stawiając na konkret i pierwotny ciężar. Singlowy „The End Is Mine To Ride” czy „Ghost At The End Of The Rope” są chyba najlepszymi przykładami skonkretyzowania przekazu. Nawet trwający niemal siedemnaście minut „Fire Dances” jest utworem właściwie nie tyle rozbudowanym i zaskakującym nowymi rozwiązaniami, co transowym, którego główną siłą jest fenomenalny, mocny riff w jego pierwszej części. Czy nieśmiałe odpuszczenie eksperymentatorskich zapędów stanowi w ogóle jakikolwiek problem? Oczywiście, że nie. To niewielkie uproszczenie wręcz podkreśla mrok i lekką groteskę, charakterystyczną dla Terra Tenebrosa właściwie od samego początku. Warto przy tym zaznaczyć, że szwedzkie trio nie zapomniało o drugim planie – „The Reverses” jest albumem pełnym smaczków, niuansów i dźwięków pochowanych za ścianą gitar, które uwypuklają chorą i gęstą atmosferę.

„The Reverses” – podobnie zresztą jak cała twórczość Terra Tenebrosa – to raczej muzyka dla ludzi o mocnych nerwach, zalecana przede wszystkim do słuchania w środku nocy, najlepiej w kompletnej samotności. To soundtrack do sennego koszmaru, przerażający, intensywny, wywołujący skrajne emocje. Czasem nieco groteskowy, jakby szalony, ale właśnie dzięki tej grotesce jeszcze bardziej straszny. „The Reverses” to bardzo zła płyta. Bardzo. Ale dzięki temu też cholernie dobra.

Michał Fryga

Pięć