TERMINAL GODS – Meridian (Heavy Leather)

Londyński kwartet jest kolejnym zespołem potwierdzającym znany paradoks – wiemy, że ciągłe wracanie do przeszłości nie ma sensu, ale z wielką przyjemnością słuchamy muzyki, opierającej się w dużej mierze na sentymentach. Bohaterowie tej recenzji dobrze o tym wiedzą.

I nic sobie z tego nie robią. Płyta „Meridian” przenosi nas do nowofalowego, syntetycznego i zimnego świata, mami nas beznamiętnymi melodiami, mechanicznym pulsem sekcji rytmicznej i całą gamą znanych i nadal przyjemnie lgnących do ucha plam syntezatorowych. Terminal Gods dokonują wiwisekcji post punka, wywlekają gitarowe trzewia i na ich miejsce wlewają roztopiony plastik. I mimo, że te działania w żadnej mierze nie noszą znamion oryginalności, to jednak płyty słucha się tak po ludzku przyjemnie. Oczywiście, jeśli ktoś lubi monotonne, szare i smutne granie, ale przecież dokładnie o to w tej muzyce chodzi.Band

Wkraczając w szczegóły, dostajemy osiem pulsujących kompozycji, w których przegląda się całe dobro epoki. Jest nowofalowe disco w „Headlong&Heartless”, jest fortepian w „Catcher” co troszeczkę nawiązuje do klimatu Cranes, dynamiczny „Sleep Machine” to już nowofalowy klasyk, łączący oldschoolowe brzmienie, szyjący „szesnastkami” bas i beznamiętne plamy klawiszowe. Jeśli ktoś ma jednak jakieś wątpliwości, gdzie zespół zostawił serce, może zmierzyć się z „Interplay”, w którym bas i klawisze brzmią niczym żywcem zerżnięte z Joy Division. I co ja na to poradzę, że choć powinienem ganić z takie dosłowności, dobrze się bawię?

„Meridian” to płyta, która adresowana jest do bardzo konkretnych odbiorców, bez jakichkolwiek pretensji do szturmowania czoła peletonu. To zimne lata 80., czarno-biała muzyka dla maniaków depresji i dźwiękowego dołu. Wiemy, że to wszystko jest na niby, nie chcemy zastępować super smartfonów budkami telefonicznymi i przez moment udajemy, że deszcz za oknem nas wcale nie wkurwia a najlepszym nośnikiem muzyki jest płyta winylowa. Ot, taka dziwna choć absolutnie nieszkodliwa zabawa…

Arek Lerch

Trzy i pół