TAAKE – Noregs Vaapen (Dark Essence)

Ok, miejmy to już z głowy: tak, w „Myr”, ósmym utworze z nowego krążka zespołu Taake, pojawia się solówka na banjo. Możecie iść na fora powylewać żale. Jakoś nikogo nie dziwi, że Hoest od kilkunastu lat ubarwia gębą okładki kolejnych płyt swojego zespołu, ale wystarczy pół minuty luzackiej americany i klawiatury dymią od frustracji. Wyluzujcie chłopaki, wasz idol zrobił to już dawno.

Słucham właśnie „Noregs Vaapen” po raz czwarty i śmieję się do siebie jak przygłup, a narzeczona łypie na mnie podejrzanym wzrokiem. Słyszałem mianowicie, że ten album będzie się różnić od wcześniejszych dokonań Taake. Jakieś melodie miały być, i rockowe wibracje. Podobno pojawiają się na nim jacyś goście, znaczy się gwiazdy w wokalnych featuringach. I wszystko to oczywiście prawda, a płyta ma się do swoich poprzedniczek tak, jak ich okładki. Hoest i koledzy znów nagrali kolejną odsłonę tego samego materiału, co czynią od swego zarania w wariancie lepszym lub gorszym. Tym razem akurat wypadło na dół sinusoidy. „Noregs Vaapen” to przepisowy norweski black metal z rewelacyjnym, wściekłym wokalem i mnóstwem świetnych riffów, niestety rozmaślony tu i ówdzie mdłymi melodyjkami, które skutecznie topią sztylety z lodu. Pomijając jednak te drobne niedogodności w odbiorze, Pal diabli te rockowe zagrywki, tych gości, których trudno się dosłuchać, i nawet to banjo, tak absurdalne, że aż fajne. Taake ciągle gra jak Taake (a więc jak inne, wiadomo jakie kapele) i mam wrażenie, że jakby Hoest miał do dyspozycji tylko wspomniane banjo, gwizdek i krtań Boba Dylana, i tak płyta brzmiałaby tak, jak brzmi teraz. A na okładce na pewno nie byłoby drzew ani rysunku Chrisa Moyena.

Trudno stwierdzić, czy Hoest ma w domu płyty inne niż dyskografia Darkthrone liczona od drugiego do dziesiątego albumu. Jego przywiązanie do określonej konwencji wydaje się tak fanatyczne, że trudno traktować poważnie taką wizję własnej twórczości; grunt, że muzyka jest dobra, choć jej polot nie ma nic wspólnego z nowatorstwem. Gdzieś w pół drogi między geniuszem Craft, Leviathan czy Katharsis a badylarską postawą Szronów i innych Avsky, grają sobie solidne średniaki, takie jak Taake, które raz dostarczą materiał bardzo udany, innym razem mniej. Osobiście sugeruję spojrzeć przychylniej na tegoroczną EPkę „Kveld”, „Noregs Vaapen” traktując raczej jako odpowiedź na rozdzierające serca pytania w rodzaju „nie wiem co robić z pieniędzmi, a kupiłem już wszystkie płyty z Northern Heritage”.

Bartosz Cieślak  3,5