SYQEM – Reflections of Elephants

Szok. Niedowierzanie. Niemcy potrafią grać progresywny rock/metal (djent) i robią to nie gorzej niż Brytyjczycy czy Amerykanie. Robią to zaskakująco dobrze i na poziomie, którego nie powstydziliby się główni przedstawiciele tego nurtu, nie mówiąc o jego protoplastach. Jestem co najmniej zmiażdżony ogólnym songwritingiem, brzmieniem, a przede wszystkim, pomysłem Syqem na takie granie, które przypadnie do gustu zarówno fanom Periphery, Karnivool (!) czy mocno metalowego Tool.

W zasadzie, osobiście nie umiem wyjść z podziwu dla faktu, iż Syqem to zespół z Niemiec. Kraju przesiąkniętego ostatnio raczej przeciętnym metalcore’m, miażdżonego osiedlowym, ale mocno wylansowanym rapem i poddanego oblężeniu czystej głupoty beat down hc. Mało? Techno nadal ma się tam dobrze, ale po cichu liczę na to, że w niedalekiej przyszłości zespoły takie jak Syqem odmienią stan rzeczy i staną się głównym towarem eksportowym. Bohaterowie tej recenzji mają ku temu wszelkie predyspozycje, od nieziemskich umiejętności (sekcja rytmiczna!), przez doskonałe wyczucie trendów w muzyce (rozpiętość gatunkowa dźwięków zawartych na „Reflections of Elephants” jest ogromna – czy to metal, rock, industrial a nawet około dubstepowe rzeczy) aż po wokalistę, który jawi się tutaj jako – nie tylko z definicji – postać pierwszoplanowa. Tak mocny a zarazem niezwykle przejmujący głos zdarza się generalnie rzadko i z wielką chęcią chciałbym usłyszeć Daniela Bernatha w duecie z… nie wiem, przykładowo wokalistą Circles czy z głównym śpiewakiem debiutującego Alaya, a coś mi się wydaje, że o featuring z chęcią mogliby zabiegać panowie z The Butterfly Effect lub indie-rockowego Birds of Tokyo.

Sprawdźcie koniecznie niemal hymny w postaci „The Artist”, najbardziej elektronicznego i przypominającego Disturbed (TO JEST ZALETA) „S.O.S” czy absolutny numer jeden, definiujący ten band i jego styl, mianowicie, dość epicki i rozbudzający ochotę na więcej „Dervish”. Cytując śląskiego barda The Syntetic – ich moc jest wielka niczym sanktuarium.

Grzegorz „Chain” Pindor

Pięć