SVARTAHRID – Ex Inferi  (Soulseller)

śJeśli ktokolwiek łudził się, że Svartahrid zdecyduje się na jakiekolwiek urozmaicenie swojej muzyki i wyjcie do ludzi niczym obłudny Jarosław podczas ostatnich wyborów, to był w grubym błędzie. Cel Norwegów jest cholernie prosty i konkretny: napierdalać, napierdalać i jeszcze raz napierdalać. W krzyż, w słabość, w tolerancję.

Na ‚Ex Inferi’ osiągają swoje zamierzenia w stu procentach, nie bawiąc się w jakiekolwiek urozmaicenia. Zasada jest prosta: jeśli nie będziemy pędzić na złamanie karku, to sypniemy hipnotycznymi riffami, które wprawią każdą bożą owieczkę w diabelski trans. I to się Svartahrid udaje, czy to w ‚March with Us’, czy w ‚Scale Of Worth’. To jest po prostu przetykana darkthrone’ową hipnozą nawałnica ultrawkurwionych riffów, które w try miga zmiotłyby obrońców krzyża z Krakowskiego Przedmieścia. Konwenanse? Udziwnienia? Nie na tej płycie! Na ‚Ex Inferi’ znalazło się co najwyżej miejsce dla nieco bardziej thrashowych zagrywek, które wchodzą w mariaż z blackową prostotą (np. ‚Bastard Child’), względnie z death metalową klasyką (‚Blessed by Darkness’)! Warto wspomnieć także o klawiszach, dzięki którym ‚Veil of Lies’ i ‚Lake of Despair’ nabierają bardzo mrocznego charakteru. Nie ma oczywiście mowy o parapecie plumkającym na modłę dyskoteki w remizie, ani mdłych orkiestracjach odegranych przez komputer, a subtelnych wstawkach nadających utworom charakteru i podkreślających wydźwięk samych utworów. Bez dominant i mielizn, za to z siarczystym brzmieniem i dobitnym przekazem. Svartahrid to kapela, która zdobyła już poklask u fanów gatunku, a mi wydaje się, że właśnie do nich Norwegowie kierują ‚Ex Inferi’. To nie jest płyta dla adeptów czarnego metalu, ani dla miłośników wymalowanych lal w plastykowych wdziankach. Tu się po prostu niemiłosiernie napierdala i szuka okazji, by dojebać słabym! Amen.

Dooban 4,5