SUPPRESSIVE FIRE – Nature of War (Lost Apparition Records)

Kocham fejsbuka za mnogość oferowanych ciekawostek. Jedną z nich – bardzo cenną – jest na przykład możliwość poprawy humoru. Siedziałem z markotnym wyrazem twarzy na kanapie, by w jednej chwili zostać rozbawionym przez kolegę. A kolega z determinacją godną muzyków Manowar twierdził, że black/thrash to jedynie wytwór mody i zabawa metali na jeden sezon. Samo to, że słucha technicznego death metalu mówi chyba wiele, ale rzecz w tym, że może to nawet być wytwór modowy, sztucznie utrzymywany przy życiu, tylko co w związku z tym? Liczy się efekt, zwany w pewnych kręgach muzyką. A dzisiaj posłuchałem sobie tej wyplutej przez amerykanów z Suppressive Fire.

Jak na black/thrashersów przystało, Suppressive Fire najprawdopodobniej styczności z wyrazem “oryginalny” nie mieli. A zresztą, po co to komu, skoro widać, że chłopakom w sercach sam szatan gra? “Nature of War” jest wytworem sporządzonym wedle idealnego przepisu na afrodyzjak w tego typu stylistyce. Za każdym rogiem galopujące riffy, wszystko poganiane szaleńczą żonglerką akordów. A skoro w dodatku brzmi to brudno, warto brać, nie? “Nie!” – krzyknie odziany w dwudziestoletni sweter fanatyk prog rocka, lecz kto by takiego brał poważnie? Każda okazja do wyzłośliwiania się na łamanych rytmach jest dobra. Zwłaszcza, gdy już dostanę w twarz zimnokrwistym tworem, takim jak nowe dzieło Suppressive Fire. Tu nie ma żadnych półśrodków i kompromisów, nawet intra zabrakło. Pozostawiono samą esencję, czyste sedno tego, co definiuje metal. A składa się na to min. opętańcza gonitwa przed siebie i operowanie niezbyt skomplikowanymi środkami wyrazu. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie przecież w tym prymitywnym skarbcu hałasu szukał polirytmii i dysonansów. Oczywiście, zawsze znajdą się pewne wyjątki, jak chociażby Gorguts, lecz nie o łamańce w tej uroczej, muzycznej deprawacji chodzi. Ma być do przodu, z werwą i bez kompromisów. Dokładnie tak, jak u Suppressive Fire. Wiadomo oczywiście, że “Nature of War” nie jest muzycznym ideałem godnym laurów, jakie zbierają krążki Desaster. Album Amerykanów momentami nudzi. Nie zawsze też riffowe strzały ranią z należytą mocą; proponowałbym dżentelmenom dociśnięcie pedału gazu. Szybciej, więcej, agresywniej. Ale to tylko detale, drobnostki możliwe do skorygowania w ciągu następnej próby. Chyba, że prób nie grają, co zaskoczyłoby chyba tylko absolutnego laika.band

I to tyle. Suppressive Fire nagrali płytę skierowaną tylko i wyłącznie dla twardogłowych metalowców. Takich, co każdy skrawek swojego ciała okrywają lateksem, a dyskografię Vomitor studiują z precyzją godną mnichów. “Nature of War” powstało więc dla maniaków thrash metalu. Jeśli nie odmawiacie litanii ku chwale pierwszych materiałów Destruction bądź Sodom, nawet nie zawracajcie sobie tym głowy. A jeżeli jest inaczej: zapraszam! Będzie ciasno, brudno i cuchnąco.

Łukasz Brzozowski 

Cztery