SUMAC – What One Becomes (Thrill Jockey)

Steve Von Till stwiedził w jednym z wywiadów, że kiedy członkowie Neurosis będą już za starzy na granie koncertów, wyślą w trasę swoją „mini-wersję”, czyli Isis. Czas pokazał, że ta błyskotliwa podśmiechujka była chybiona  – „Fires Within Fires” dokumentuje byłych rewolucjonistów w dobrym zdrowiu, podczas gdy legenda smutno-frędzlowatej odmiany metalu leży w nieoznakowanym grobie i mało kto za nią tęskni. O ironio, Aaron Turner wyzwolony z kieratu ikony muzyki niezależnej, radzi sobie co najmniej bardzo dobrze i jest daleki od swojego ostatniego słowa.

To nie tak, że w ogóle nie lubię Isis. Pierwsze dwa albumy, twórczo reinterpretujące dorobek Neurosis, Slint i Godflesh to wciąż kawał świetnej muzyki. Skoro jednak „po owocach ich poznacie”, to Turner i koledzy byli szkodnikami, na które długo szukano pestycydu. Szczególnie „In the Absence of Truth” i „Wavering Radiant” struły świat napuszoną artystowską nudą, przekonując setki zespołów, że niby-postrockowa plumkanina to trans, sztuka tak bardzo i wielki przełom. Ale ja mam sposób na Aarona – jak te dzieci, którym Wujek Dobra Rada kazał ignorować Tomka Mazura, udaję sam przed sobą, że Isis wyzionęło ducha po „Oceanic”. I w mig okazuje się, że Turner to od lat artysta niezwykle kreatywny i biegle władający różnymi muzycznymi językami, co doskonale słychać na ostatnich płytach Greymachine, Jodis, Mamiffer czy wreszcie Sumac. Ten wydaje się, obok  Old Man Gloom, najbliższy postmetalowym epizodom Turnera. Pozory mylą, bo „What One Becomes” to raczej połączenie doom metalu na drugim biegu i znerwicowanego noise rocka Today Is The Day. Odrapana z ozdobników formuła hałasującego rockowego trio nie wzlatuje w podniosłe chmury patosu. Jedzie równo przy ziemi przytłaczając prostymi riffami na tłumionych strunach, sprzęgami, suchym, zdartym wokalem i… ciszą, której w tej muzyce jest całe mnóstwo. Gdzie postmetaluchy lały obrzydliwą, melodyjną bawarkę z melasą, tam Sumac żuje czerstwy chleb i kamienie, ale też wpuszcza nieodzowne powietrze. „What One Becomes” nie chwyta za uszy landrynkowymi melodiami, w pierwszym kontakcie wydaje się surowa i mało przystępna. W drugim cieszy szlachetną ascetycznością, przestrzenną produkcją i wyczuciem kompozytorskim podpowiadającym, że transowy charakter muzyki nie oznacza mielenia godzinami jednego motywu. I że nawet muzyka brzydka nie może być męcząca. Sumac

Pod takim czy innym szyldem, tłumów Turner już raczej nie porwie. Isis nie wróci – nazwa kojarzy się dziś gorzej niż Anthrax 15 lat temu, a poza tym, lecąc klasykiem, „komu to potrzebne?” Paradoksalnie, najbardziej w swoim czasie nowatorska formuła post-metalu wykipiała najszybciej ze wszystkiego, czego się brodaty Aaron tknął, a 2016 jest dla niego jednym z najbardziej udanych artystycznie lat. „What One Becomes”, podobnie jak „The World Unseen” Mamiffer mogą być, każda na swój sposób, stylistycznie zapóźnione względem tego, co wymyślono w ciągu ostatnich 20 lat, ale nie ma to żadnego wpływu na odbiór samej muzyki.  Gdzieś hen daleko robi się właśnie nowy album Jodis. Wciąż liczę, że powróci Greymachine. A póki co, cieszę się Sumac. Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.

Bartosz Cieślak

Pięć