STREET CHAOS – Nie pytaj dlaczego (Pasażer)

Street Chaos trzyma konsekwentnie staroszkolną linię. „Nie pytaj dlaczego” to ten rodzaj hardcore’a, w którym zawartość punka wynosi jakieś 1125%.

Odnotowałem to już dobre siedem lat temu, gdy debiutowali płytą „Bez przebaczenia”. Wyszkowsko-warszawscy załoganci stawiają na old school. Bez tysiąca breakdownów, bez rapowanych partii i zdecydowanie bez dubstepowych wtrętów. Nawet niekoniecznie podparty metalem, choć jakiś ukłon w stronę Slayera lub crossoverowa motoryka („Kim ty jesteś”) nie będą tu całkiem od czapy.

Przede wszystkim, Street Chaos to hardcore punk, który z jednej strony hołduje nowojorskim podstawom, z drugiej ogląda się nieco na Terror itp. orkiestry, a z trzeciej wzbudza skojarzenia ze Schizmą czy 1125, i to z czasów, gdy te dopiero zaczynały mocować się z ciężarami. Do tego ziomalskie chóry, melodyjne fragmenty po linii Ignite lub Comeback Kid czy zgoła rock’n’rollowy drajw („Wilk”). Taki miks musi zażreć, choćby przez swoją niekłamaną nośność.SC

Oczywiście, brzmieniowo „Nie pytaj dlaczego” nie zostawia wątpliwości, że powstało tu i teraz. Produkcja jest nienaganna, na czym korzystają zwłaszcza ostre jak żart Wojciecha Manna gitary oraz wokal – bardzo wyraźny i nawet niespecjalnie siłowy, a już na pewno nie uciekający się do żadnych growli, gruntów czy świniaków. Zaprawdę, nie uronicie ani słowa z tych egzystencjalno-ulicznych exposé, skądinąd całkiem niegłupich w swojej treści.

Podobnie jak debiut, „Nie pytaj…” wydano bardzo solidnie, tym razem zarówno na CD jak i na winylu. I oby w przeciwieństwie do trochę niedocenionego „Bez przebaczenia” ta płyta doczekała się większego uznania. Dla wyznawców równania hardcore = punk lektura obowiązkowa, dla zwolenników bardziej nowomodnych brzmień raczej uzupełniająca, ale dobrze, gdyby i oni posłuchali muzyki, którą ani chybi musiało mieć na myśli 7 Seconds, śpiewając o „your parents’ hardcore”.

Sebastian Rerak

Cztery